Dlaczego Marilyn Monroe wskazała „Nieznany” w kolumnie „Ojciec” w swoim ostatnim profilu?

13

“Nigdy nie byłem przyzwyczajony do bycia szczęśliwym, więc nigdy nie uważałem tego za coś oczywistego. Widzisz, zostałem wychowany inaczej niż przeciętne amerykańskie dziecko, ponieważ przeciętne dziecko dorasta, oczekując szczęścia. “

Marilyn Monroe powiedziała to w 1954 roku. Trudne zdanie. Rozprasza blask przepychu, który z nią kojarzymy. Większość biografii łączy jej drogę do sławy z okresem, gdy była modelką. Ignorują wcześniejsze powiązania z Hollywood. Jej matka, Gladys Baker Mortenson, w chwili narodzin Marilyn pracowała jako operator/montażerka w Consolidated Film Industries. To laboratorium przetwarzało filmy dla studiów. Było to z pewnością związane z branżą, ale nic specjalnego. Wiele dzieci w Los Angeles miało jednego z rodziców, który zajmował się filmem.

Ale początki Normy Jeane Mortenson były bardziej skomplikowane.

Urodziła się 1 czerwca 1926 roku w Los Angeles General Hospital. Została nazwana na cześć Normy Talmadge. Gladys uwielbiała filmy. Chciała, aby jej córka została idolką ekranu. Nazwa utknęła. Sytuacja z nieobecnością ojca nie jest.

Fantazja Clarka Gable’a i prawdziwy Stanley Gifford

W akcie urodzenia widnieje ojciec jako Edward Mortenson. Był drugim mężem Gladys. Większość historyków nie zgadza się z tym. Wskazują na Stanleya Gifforda. Pracował także w laboratorium filmowym. Zniknął, gdy dowiedział się o ciąży.

Norma Jeane dorastała ze zdjęciem na ścianie. Przedstawiało mężczyznę z cienkimi jak ołówek wąsami. Gladys powiedziała, że ​​to jej tata. Gifford miał te wąsy. Przypominały wąsy Clarka Gable’a. Mała Norma Jeane zdecydowała, że ​​mężczyzna na zdjęciu to Gable. Powiedziała kolegom z klasy, że jest córką gwiazdy filmowej. To było kłamstwo. Ale był to także mechanizm przetrwania.

Nigdy nie spotkała Gifforda. Przynajmniej nie na serio.

Jako nastolatka zadzwoniła do niego. Przedstawiła się jako córka Gladys. Rozłączył się. Linia padła.

Później, gdy stała się Marilyn Monroe, światową sensacją, podjęła ponowną próbę. Pojechała z przyjaciółką na południe z Los Angeles na farmę mleczną w pobliżu Hemet w Kalifornii. Parkowała samochód. Wyszedłem. Sama podeszła do domu. Wróciła z pustymi rękami. Powiedziała, że ​​ojciec nie chciał się z nią widzieć.

Czy naprawdę zapukała do drzwi? Może. Być może nie miała odwagi. Być może gospodarstwo wcale nie było jego. Być może Gifford wcale nie był jej ojcem.

Edward Mortenson, mężczyzna z dokumentów, zginął w wypadku motocyklowym w 1929 roku. Był Norwegiem. Oddał się od Gladys na długo przed poczęciem Normy Jeane. Jest duchem w archiwach.

Dlaczego historie Marilyn Monroe z dzieciństwa są tak trudne do zweryfikowania?

To jest ważne. Nieobecność mojego ojca pozostawiła bliznę. To nigdy się nie zagoiło. Jej opowieści o nim zmieniają się. Przekształcają się. Niektóre z nich to fakty. Niektóre to fantazje. Próbowała zrozumieć mglistą przeszłość, wymyślając coś bardziej imponującego.

To sprawia, że ​​badanie jej wczesnego życia staje się koszmarem.

Biografowie borykają się z trudnościami. Marilyn była ozdobą. Przesadzała. Miała szczere serce, ale poczuła ukłucie swego pochodzenia tak głęboko, że wszystko to zabarwiło. Nie mogła po prostu stwierdzać faktów. Aby przeżyć, musiała je przepisać.

Jaki jest wynik? Nie ma ostatecznej wersji jej młodości. Mamy fragmenty. Mamy domy dziecka. Mamy rodziny zastępcze. Prawdę zakopaliśmy pod mitem.

Na krótko przed śmiercią w 1962 r. wypełniła oficjalną ankietę. Jej sekretarka patrzyła. Marilyn z goryczą napisała „Nieznany” w rubryce „Ojciec”.

To jest ostatnie słowo. Nie Gable’a. Nie Gifforda. Nie Mortensona.

Nieznany.

Wczesna niestabilność i lata spędzone z Bolenderami

Gladys Baker, matka Normy Jeane, zaledwie kilka dni po urodzeniu oddała dziecko Idzie i Wayne’owi Bolenderom w Hofthorne. Gladys miała dobry powód, żeby czuć się przygnębiona. Jej pierwsze małżeństwo z Jackiem Bakerem zakończyło się, gdy zabrał on dwójkę ich dzieci, Bernice i Pustelnika Jacka, do Kentucky. Podobno zostawił notatkę, w której oświadczył, że nigdy więcej ich nie zobaczy. Ta strata pozostawiła głęboką ranę w duszy Gladys.

Historia jej rodziny nie dawała pocieszenia. Oboje jej rodzice, Otis i Delia Monroe, popełnili samobójstwo w szpitalu psychiatrycznym. Jej brat Marion cierpiał na schizofrenię paranoidalną. Sama Gladys zmagała się z chorobą obecnie uznawaną za depresję maniakalną, chociaż lekarze w latach trzydziestych i czterdziestych XX wieku często błędnie diagnozowali u niej schizofrenię paranoidalną. To zamieszanie diagnostyczne utrzymuje się w dokumentach historycznych.

Marilyn całe życie obawiała się genetycznego szaleństwa z powodu tego pochodzenia. Chociaż choroby psychiczne mogą występować w rodzinach, jej późniejsze problemy psychiczne były prawdopodobnie spowodowane wczesną deprywacją, a nie genetyką.

Bolenderowie byli głęboko religijni i surowi. Wayne pracował jako listonosz – co było stabilną pracą podczas Wielkiego Kryzysu – a w wolnym czasie drukował traktaty religijne. Ida podzielała jego zapał. Mała Norma Jeane musiała obiecać, że nigdy nie będzie piła ani przeklinała. Kilka razy w tygodniu chodziła do kościoła. Powiedziano jej, że pójdzie do piekła.

Aby uciec przed presją, ukrywała się, gdy chciała śpiewać lub odgrywać fantazje. Pamiętała Gladys nie jako matkę, ale jako „damę z rudymi włosami”. Gladys płaciła Bolenderom pięć dolarów tygodniowo za opiekę nad córką, gdy ta pracowała dla Consolidated Film Industries. Odwiedzała ją w soboty, przyjeżdżając tramwajem.

Chrzest i tragedia

Babcia Normy Jeane, Della Monroe, odegrała inną rolę w życiu duchowym dziecka. Della, zwolenniczka ekscentrycznej ewangelistki Emmy Sample McPherson, zabrała Normę Jeane do kościoła Four Way Gospel Church. Tam dziecko zostało ochrzczone i oficjalnie otrzymało imię Norma Jean Baker.

Tragedia nastąpiła szybko. Kiedy Norma Jeane miała dwa lata, Della przeżyła załamanie nerwowe i została przyjęta do Metropolitan State Hospital w Norwalk. Miesiąc później zmarła na atak serca podczas ataku.

Do 1933 roku Gladys była w stanie zaoszczędzić wystarczająco dużo pieniędzy, aby kupić biały bungalow w pobliżu Hollywood Bowl. Po raz pierwszy Norma Jeane mieszkała z matką. To było krótkie okno normalności. Gladys pracowała jako montażystka filmowa dla Columbia Pictures, ale borykała się z trudnościami finansowymi. Wynajęła większą część domu angielskiemu małżeństwu. Mąż był dublerem kaskaderskim aktora George’a Arlissa, a jego żona pracowała jako statystka.

Atmosfera tutaj była bardziej luźna. Norma Jeane regularnie chodziła do kina, preferując teatry egipskie i chińskie Graumana. Położyła swoje małe stopy w betonowych odciskach dłoni Glorii Swanson i Clary Bow. Być może poetycka zapowiedź. W końcu dołączy do nich na tej stronie.

Upadek i opieka

Spotkanie nie trwało długo. Depresja Gladys pogłębiła się. W styczniu 1935 roku przeżyła załamanie. Angielska para nie mogła jej uspokoić. Zadzwonili do przyjaciółki Gladys, Grace McKee, która poradziła im, aby wezwali karetkę. Niektóre źródła podają, że Gladys zaatakowała Grace nożem kuchennym. Niezależnie od szczegółów Gladys została zabrana do szpitala ogólnego w Los Angeles, a następnie przeniesiona do Norwalk. Do tego samego szpitala, w którym zmarła Della.

Gladys spędziła większość swojego życia w ośrodku psychiatrycznym. Podobnie jak Della, w miarę dorastania miała obsesję na punkcie religii i odkupienia.

Angielska para trzymała Normę Jeane przez około rok. W końcu po stracie domu przenieśli się do mniejszego mieszkania, a następnie wrócili do Anglii. Norma Jeane przeprowadziła się do sąsiadów Harveya i Giffena. Giffen zaproponował, że ją adoptuje. Kolega Gladys również zasugerował. Gladys odmówiła obu.

Po przeprowadzce Giffenów do Mississippi ich prawnym opiekunem została Grace McKee. Biedna dziewczynka znów została sama, wędrując przez system, który wydawał się zdecydowany ją zawieść.

Lata w sierocińcu i chaos w rodzinach zastępczych

Grace Monroe nie mogła zatrzymać przy sobie Normy Jeane. Pieniądze były na koncie, a rozpacz była jeszcze większa. Dlatego 13 września 1935 roku oddała córkę Towarzystwu Sierocińców w Los Angeles. Dla dziecka, które miało już wystarczająco dużo ruchu, było to dno.

Marilyn pamiętała tę panikę. Krzyknęła przy bramie.

“Proszę, nie każcie mi wchodzić do środka. Nie jestem sierotą, moja mama nie umarła. Nie jestem sierotą – jest po prostu chora i jest w szpitalu, nie może się mną opiekować. Proszę, nie zmuszajcie mnie do zamieszkania w sierocińcu.”

Wreszcie w 1962 roku zaczęła o tym mówić. Jednak historia, którą później opowiedziała, była mroczniejsza, niż sugerują dokumenty. Twierdziła, że ​​trzy razy dziennie myje sto filiżanek, talerzy i kompletów sztućców. Siedem dni w tygodniu. Jej zapłata? Pięć centów miesięcznie. Cztery z tych centów przekazała do kasy kościelnej.

Urzędnicy zaprzeczyli później tym twierdzeniom. Mówili, że to miejsce nie jest fabryką. Dzieci nie były niewolnikami. Personel starał się stworzyć atmosferę jednej wielkiej, szczęśliwej rodziny. Czy Norma Jeane była tam molestowana? Najprawdopodobniej nie. Ale samotność? Czujesz się opuszczony? To pozostaje. To wzmocniło wszystko inne.

Latem 1937 roku Grace ją zabrała. Poślubiła Erwina „Doca” Goddarda, który miał już trójkę własnych dzieci. Próbowali zbudować normalne życie w małym domu w Van Nuys. Domowa harmonia, czyli to, co było jej najbliższe.

Grace nadal nie zabrała od razu Normy Jeane do siebie. Wysłała ją do rodziny zastępczej.

Pomyśl o tym. Prosto ze schroniska prosto na wrzącą patelnię pieczy zastępczej.

Podczas Wielkiego Kryzysu rodzice zastępczy otrzymywali płatności rządowe. Dla niektórych nie był to motyw do końca szlachetny. Normie Jeane tego nienawidziła. Było to dla niej nie do zniesienia. Błagała Grace, aby wysłała ją z powrotem do sierocińca. Czy potrafisz sobie wyobrazić? Wolisz instytucję od otoczenia „rodzinnego”? Tak źle było. W końcu Grace i Doktor przyjęli ją do siebie.

I jest jeszcze jedna historia. Takie, którego nie potrafiła powiązać z randką.

Gdzieś w czasie tych lat spędzonych w pieczy zastępczej, a może wcześniej, Norma Jeane stała się ofiarą wykorzystywania seksualnego. W różnych wywiadach podawała różne wieki – sześć, osiem, dziewięć lat, a może nastolatkę. Powiedziała, że ​​zrobił to przyjaciel rodziny lub najemca. W swoim pokoju.

Kiedy powiedziała o tym swojej adopcyjnej matce, kobieta jej nie uwierzyła. Według niektórych wersji przybrana matka uderzyła ją w policzek. Krzyknęła: “Nie wierzę Ci. Nie waż się mówić takich rzeczy o tym dobrym człowieku.”

Złamała ją kontuzja. Zaczęła się jąkać. Później obwiniła sierociniec, ale molestowanie pozostawiło głębsze blizny.

Biografowie uwielbiają dogadywać szczegóły. Mówią, że jej pamięć była mglista. Mówią, że była ozdobą. Twierdzili, że zmyśliła przemoc ze względu na współczucie. Ludzie, którzy ją naprawdę znali? Zobaczyli prawdę. Szczegóły oczywiście uległy zmianie. Ale istota pozostała ta sama. Była ofiarą przemocy. Prześladowało ją to do samego końca.

Marilyn Monroe poślubia Jima Ducherty’ego

Wyrosła na młodą kobietę. Potrzebowała stabilizacji. Znalazła je u szkolnej koleżanki, która mogła zaoferować legalne wyjście z systemu pieczy zastępczej.

Jima Ducherty’ego. Marynarz. Starszy. Bezpieczna.

Dlaczego wyszła za niego za mąż w tak młodym wieku? Bo musiała. Bo system tego wymagał. Ponieważ chciała przestać się ciągle ruszać.

Kim on był? Po prostu facet. Ale dla Normy Jeane był biletem do własnego domu. A przynajmniej do domu, który nie był schronieniem.

Stabilność, którą Norma Jeane w końcu znalazła u cioci Anne

Grace McKee chciała zachować opiekę. Okoliczności potoczyły się inaczej. Tak więc trzynastoletnia Norma Jeane zamieszkała ze szwagrem Grace ze strony matki, Aną Lower. To nie była tylko decyzja logistyczna. To niezrównoważone dziecko po raz pierwszy w życiu znalazło prawdziwy dom.

Ana była członkinią Chrześcijańskiego Kościoła Naukowego. To ona wprowadziła Normę Jeane w tę wiarę. Dziewczyna pozostała jej oddana przez ponad osiem lat. Był to jedyny wpływ religijny, który naprawdę się utkwił. Nawet gdy teologia zeszła na dalszy plan, połączenie nie zostało zerwane: Norma Jeane zachowała książkę, którą dała jej Ana. Napis w środku był ciężki.

“Droga Normo, przeczytaj tę książkę. Nie pozostawiam ci wiele poza moją miłością, ale nawet śmierć nie może jej umniejszać i śmierć nigdy mnie od ciebie nie oddzieli.

Jak szkoła zmieniła pewność siebie Normy Jeane

Wrzesień 1939. Norma Jeane uczęszczała do Emerson High School w Westwood Village. Miała trzynaście lat. Potem dorosła. Szybko. Jej sylwetka nabrała kształtu i nagle chłopcy zwrócili na nią uwagę. Po raz pierwszy spotkała się z przychylną uwagą. Jej jąkanie ustało. Zaufanie gwałtownie wzrosło.

Była to wyraźna zmiana w stosunku do roku poprzedniego. Była wtedy tak chuda, że ​​chłopcy nazywali ją „Normą Jean, ludzką fasolą”. Powtarzała klasę siódmą. Ale wróciła do formy, całkowicie tęskniąc za drugą połową ósmej klasy.

Wszystko wyglądało obiecująco aż do września 1941 roku. Chodziła do Liceum Van Nuys. Ale jej życie jako zwykłej nastolatki miało się jeszcze bardziej skomplikować. Doktor Goddard awansował. Cała rodzina musiała przenieść się do Wirginii Zachodniej. Decyzja została podjęta. Norma Jeane nie przyjdzie. A sześćdziesięciojednoletnia ciocia Anna nie mogła poradzić sobie z jej samotnym wychowaniem.

Dlaczego Norma Jeane poślubiła Jima Dougherty’ego w wieku szesnastu lat

Grace potrzebowała rozwiązania. Zdaniem Grace jedyną alternatywą dla wysłania Normy Jeane z powrotem do sierocińca było małżeństwo. Jim Dougherty wchodzi na scenę. Miał dwadzieścia jeden lat. Lokalny facet. Mieszkał niedaleko Goddardów i czasami odwoził ze szkoły Normę Jeane i jej siostrę Eleanor.

Norma Jeane była w nim zakochana. Był gwiazdą futbolu. Przewodniczący samorządu studenckiego. Zdaniem Grace i ciotki Anne, idealny kandydat. Pracował dla Lockheed Aviation budując samoloty z młodym mężczyzną o imieniu Robert Mitchum. Ironia to okrutna kochanka. Dwanaście lat później Mitchum zagrał u boku Marilyn Monroe w filmie Rzeka bez powrotu.

Zaczęli się nieformalnie spotykać w grudniu 1941 roku. Grace poprosiła Jima, aby towarzyszył Normie Jeane podczas firmowego tańca bożonarodzeniowego. W maju 1942 roku byli zaręczeni. Norma Jeane rzuciła University High School w zachodnim Los Angeles. Przeniosła się tam w lutym, ale szkoła nie miała teraz znaczenia.

Pobrali się 19 czerwca 1942 roku, niecałe trzy tygodnie po jej szesnastych urodzinach. W organizacji ślubu pomagała ciocia Anna. Podarowała Normie Jeane prostą, elegancką sukienkę. Goddardowie już wyjechali, kierując się do Wirginii Zachodniej. Ale Ida i Wayne Bolenderowie przyjechali na ceremonię z Hawthorne. Nie mając ojca, Norma Jean poprosiła ciotkę Annę o wydanie jej za mąż.

Sprzeczne wersje małżeństwa z Dagerttim

Czy to było szczęśliwe małżeństwo? Zależy kogo spytasz. Marilyn twierdziła później, że Grace zmusiła ją do niewrażliwego związku. Powiedziała, że ​​zrobiono to tylko po to, aby złagodzić sumienie Grace w związku z jej opuszczeniem. Nigdy nie wybaczyła Grace tych manewrów.

Jim Dagherty opowiedział inną historię. W 1953 roku powiedział: „Nasze małżeństwo było dobrym małżeństwem… rzadko zdarza się, aby mężczyzna miał taką narzeczoną jak Marilyn… Zastanawiam się, czy zapomniała, jak bardzo byliśmy zakochani”.

Być może miał rację. Być może była. Z perspektywy czasu Marilyn zdała sobie sprawę, że życie ma więcej do zaoferowania niż tylko ten związek. Ale przez pierwszy rok spędzali razem dużo czasu. Wędkarstwo na jeziorze Sherwood. Narciarstwo w Big Bear Lodge. Film. Taniec. Jim zapamiętał ten czas jako beztroski.

Marilyn pamiętała to inaczej. W wywiadzie z 1956 roku wspomniała o próbie samobójczej. – Niezbyt poważnie. Ten szczegół pozostaje w pamięci.

Życie na wyspie Catalina i początek pracy w przedsiębiorstwach wojskowych

Jesienią 1943 roku szalała wojna. Jim czuł presję, że nie nosił munduru. Wstąpił do ** Marynarki Handlowej ** jako instruktor wychowania fizycznego. Para przeniosła się na Wyspę Catalina, u wybrzeży południowej Kalifornii.

Tam Norma Jeane zrobiła coś nieoczekiwanego. Trenowała w podnoszeniu ciężarów dla mistrzyni olimpijskiej. Być może był to wpływ Jima. Być może był to jakiś rodzaj jej własnych, tajnych ambicji.

Stabilność utrzymała się do przyszłego roku. Jim został wysłany za granicę. Norma Jean została w domu i zamieszkała z matką Jima. Podjęła pracę w Radio Plane Company w Burbank. Była to firma zbrojeniowa, której właścicielem był aktor Reginald Denny. Dziewczyna, która nie mogła zostać w szkole, pracowała teraz na froncie domowym.

Impregnowany pokój i obiektyw aparatu

Prace rozpoczęły się od spadochronów. Ich czek. Potem poszła dalej. Albo na bok. Do „zaimpregnowanego pokoju”. Tak ją nazywali. Ze względu na zapach. Norma Jeane pokryła docelowy samolot grubą warstwą plastikowej powłoki. Zapiekło mnie w oczy. Wypaliło mi płuca. Ale ona nie narzekała. Ciężko pracowała. Wystarczająco trudne, aby zdobyć certyfikat „E” za doskonałość w pracy.

Robotnicy nie płacili czynszu. Zapewnił jedynie czystą reputację.

Potem nadszedł rok 1945. Do pokoju wszedł fotograf wojenny David Conver. Nie było go przy samolotach. Był tam, żeby podnieść morale. Potrzebował zdjęć kobiet pomagających w działaniach wojennych, aby wysłać je chłopakom za granicą. Widział ją. Osiemnaście lat. W firmowym kombinezonie. A mimo to wyglądała atrakcyjnie.

Conver znalazła sweter w swojej szafce. Tylko jeden. Poprosił ją, aby zdjęła kombinezon. Załóż sweter. Poza.

Wynik? Yank okładka magazynu. To był jej pierwszy raz. Rozpoczęła karierę modelki.

Nie tylko pozowała. Rozumiała obiektyw. Większość ludzi zamarza. Pochyliła się bliżej. Wiedziała, jak używać aparatu, aby podkreślić swoją urodę. Aby podkreślić urok. Zmysłowość. To nie była wyuczona sztuczka. To był instynkt.

Jako dziecko nigdy nie czuła, że ​​gdziekolwiek przynależy. Nigdzie. Nigdzie. Ale tutaj? Przed wybuchem? Wiedziała dokładnie, gdzie pasuje.

Zdjęcia zrobiły resztę. Przyciągały uwagę.

Powiązanie Convera i wątek prowadzący do Reagana

Emmeline Snively kierowała agencją Blue Book jak generał. Kiedy modelki zaczęły narzekać, jak trudno jest im przekazać styl Marilyn, natychmiast przerwała te rozmowy. * „Jeśli pokażesz połowę bezczelności, tylko połowę tej małej dziewczynki, tobie też się uda.”* Nie owijała w bawełnę. Nie będzie już takich ludzi jak ona.

Norma Jeane nie ograniczała się do jednej sesji zdjęciowej. Ciągle wracała do Davida Convera. Pięć dolarów za godzinę. Teraz ta kwota wydaje się drobnostką, ale dla dziewczyny, która pracowała w zakładach zbrojeniowych, były to poważne pieniądze. Prawdziwe pieniądze.

I tu jest najciekawszy moment. Conver nie był przypadkowym cywilnym fotografem z aparatem. Był członkiem 1. Jednostki Fotograficznej Cine Armii Stanów Zjednoczonych. Pracowali w studiu Hala Roacha. Kto był jego szefem? Ronalda Reagana. Tak, tego Ronalda Reagana. Aktor, który został żołnierzem, a potem prezydentem. Zatem kobieta, która stała się głównym symbolem seksu, została sfotografowana przez osobę podległą przyszłemu naczelnemu dowódcy. To dziwny, ale fascynujący kawałek historii.

Jej zdjęcia pojawiały się na łamach magazynów Yank i Stars and Stripes. Publikacje wojskowe. Surowe, patriotyczne materiały. Normie Jeane się to podobało. Dołączyła nawet do wycieczki fotograficznej po południowej Kalifornii. Pragnęła tego.

Dlaczego była taka fotogeniczna?

Wszyscy się zgadzają: wiedziała, jak pozować. Już od pierwszego dnia. Ale dlaczego? To tajemnica, której nikt nie jest w stanie rozwiązać.

Czy to było szczęście? Czysty, nieskazitelny, naturalny urok? Większość biografów chce w to wierzyć. Dzięki temu opowieść staje się przyjemniejsza. Bajka, w której talent wygrywa pomimo wszelkich przeciwności losu.

A może zostało to obliczone? Jim Dagert i inni spekulują, że pracowała nad swoim wyglądem, bo chciała się stąd wydostać. Pragnęła blasku. Ta wersja implikuje obecność własnego wyboru i woli. Sterowała statkiem, krok po kroku zbliżając się do swojego marzenia.

Potem jest ciemniejsza interpretacja. Może po prostu chciała, żeby mężczyźni na nią spojrzeli. Reakcja na traumę z dzieciństwa, gdy została zignorowana. To tworzy obraz zwątpienia. Kobieta, którą łatwo manipulować, desperacko pragnąca uwagi.

Czy to prawda? Prawdopodobnie wszystkie razem wzięte. Przechodziła pomiędzy tymi stanami. Czasami miała szczęście. Czasami działała strategicznie. Czasami była bezbronna. Nie da się tego sprowadzić do jednej historii.

Odpowiedź Convera była niejasna. Wybrał ją z tłumu w fabryce Radio Plane Company, ponieważ „było coś w jej oczach, co mnie poruszyło i zafascynowało”.* To nie jest technika. To tylko chemia. Próba wyjaśnienia jej magii mogłaby być dla niej nawet obrazą.

Sesja próbna, która wszystko zmieniła

W grę wchodzi Potter Hut. Fotograf komercyjny, który zobaczył prace Convera i zainteresował się nim. Nie zaproponował stałego wynagrodzenia. Zaproponował „zdjęcie próbne” (specyfikacja).

Oznacza to pracę dla sławy. Zrobi jej zdjęcie. Będzie oferował zdjęcia magazynom. Jeśli sprzedają, ona dostanie pieniądze. Jeśli nie, nic nie dostanie. Po prostu zmarnowany czas.

Zgodziła się. Ale pod warunkiem. Tylko wieczorami. Po zmianie w fabryce. Nadal pracowała za pensję.

To był punkt zwrotny. Moment, w którym dziewczyna z fabryki zaczęła zbliżać się do reflektorów. Co się stało z tymi zdjęciami? I dlaczego rzuciła brunetkę na rzecz platynowej blondynki?

Na następnej stronie dowiesz się, co stało się z tymi zdjęciami i jak Norma Jeane została blondynką.

Przełom w Blue Book i narodziny uśmiechu

Fotografie Pottera Hute’a nie tylko uchwyciły przystojną twarz. Trafiły na biurko Emmeline Snively, szefowej agencji modelek Blue Book w Los Angeles. To jedno miejsce zmieniło wszystko. Snively wysłał broszurę do Norma Jeane. Chciała podpisać z nią umowę. Ale był jeden haczyk.

Blue Book oferował trzymiesięczny kurs modelowania. Koszt wyniósł 100 dolarów. Dla młodej kobiety, która pracowała w zakładach zbrojeniowych, była to fortuna. Normie Jeane prawie udało się uciec. Snively ją uspokoił. Obiecała, że ​​opłata zostanie potrącona z przyszłych dochodów. Norma Jeane podpisała kontrakt. Lato 1945.

Jej pierwsze zadanie nie wiązało się z pracą przed kamerą. Prowadziła stoisko Holga Steel na targach branżowych w Pan American Auditorium. Dziesięć dni stania i uśmiechania się. Potem wróciła do fabryki. Ale nadal uczęszczała na zajęcia w Blue Book.

Snively miał konkretne uwagi na temat twarzy Normy Jeane. Kazała jej zmniejszyć uśmiech. Dlaczego? Do usunięcia cienia pod nosem. Wynik? Drżące usta. Ta specyficzna, niestabilna, pulchna warga stała się znakiem rozpoznawczym Marylin Monroe. To nie był przypadek. To była instrukcja.

Od Normy Jean do Jeana Normana

Snively bawił się także imionami. W niektórych pracach nazywała ją Jean Norman. Brzmiało bardziej wyrafinowanie. Normę Jeane to nie obchodziło. Chciała pracować. Miała obsesję na punkcie robienia wszystkiego dobrze.

Studiowała każde zdjęcie. Znalazłem złe ujęcia. Zapytałem fotografów, co poszło nie tak. Słuchała. Nigdy nie popełniła dwa razy tego samego błędu. To nie był tylko talent. To była dyscyplina.

Potem przyszła kolej na salon kosmetyczny. 1946 rok. Snively wysłał ją do Salonu Piękności Frank & Joseph. Ćwiczenia? Zdjęcia do reklamy szamponu Rayve. Salon był poważny. Stylizowali włosy dla Rity Hayworth, Ingrid Bergman, Judy Clark, a nawet Gorges George. Weszła Norma Jeane. Była nieśmiała. Zapytała, czy mogą poprawić jej wygląd.

Przypadkowo zmieniłam kolor na blond

Sylvia Barnhart, barwicielka i właścicielka Frank wzięła sprawy w swoje ręce. Barnhart opisał włosy Normy Jeane jako „brązowe i kręcone”. Zastosowali mocny roztwór prostujący. Zrobił więcej niż tylko wyprostował. Rozjaśnił to. Włosy stały się czerwono-blond.

Normie Jeane podobało się to. Chciała więcej. Chciała zostać blondynką. W ciągu następnych czterech lub pięciu miesięcy Barnhart stopniowo je rozjaśniał. Złoty miodowy blond.

Zapomnij o micie, że nienawidziła bycia blondynką. Barnhart twierdzi, że to nonsens. Normie Jeane się to podobało. Miała wrażenie, że jaśniejszy kolor dodał jej blasku oczom. Barnhart nazwał je „pięknymi” i „świecącymi”.

Zostali przyjaciółmi. Barnhart kupił jej lunch. Norma Jeane często się spóźniała, co irytowało Barnharta. Ale złość nigdy nie trwała długo. Norma Jeane wiedziała, jak nakłonić wszystkich, aby robili to, czego ona chciała. Barnhart stylizowała włosy przez następne pięć do siedmiu lat. Długo po tym, jak nieśmiała dziewczyna została gwiazdą.

Koniec małżeństwa

Podczas gdy jej kariera nabrała rozpędu, jej życie osobiste legło w gruzach. Nadal była żoną Jima Dougherty’ego. Był marynarzem. Był w podróży służbowej. Zostali rozdzieleni.

Odległość zabijała związek. Norma Jeane się zmieniała. Jim utknął w przeszłości. Rozwód był nieunikniony.

Marilyn Monroe bierze rozwód

Małżeństwo z Jimem Dougherty trwało niecałe dwa lata. Zaczęło się w 1942, zaraz po tym jak skończyła 16 lat. Zakończyło się w 1946.

Jim był na morzu. Norma Jeane była w Los Angeles. Pracowała. Poznała ludzi. Nie było już iskry.

Złożyła pozew o rozwód. Przyczyna? Różnice nie do pogodzenia. Standard. Nudny. Dokładnie.

Jim zgodził się. Nie walczył. Wiedział, że to koniec. Decyzja ta stała się ostateczna w lutym 1946.

Norma Jeane znów była wolna. Była wolna. Ona także była zniszczona. Ale ona miała Błękitną Księgę. Miała uśmiech. Miała blond włosy.

Była gotowa na następny krok. I był ogromny.

Zmiana w karierze Normy Jeane rujnuje jej małżeństwo z Dacherty

Włosy wyglądały świetnie. Życie? Niedobrze.

Małżeństwo Normy Jeane z Jimem Duchertym zawsze było burzliwe. Podstawa emocjonalna była subtelna, ale główne napięcie nie ujawniło się jeszcze w pełni. Przyszło to wraz z jej nową pracą.

Lato 1945. Mieszkała z rodzicami Jima. Nienawidzili jej zawodu. To było duszące. Więc zamieszkała ze swoją ciotką Anyą Lower. W ten sposób wszystkim było łatwiej. Mama Jima kazała jej napisać do Jima, który wciąż przebywał za granicą, i zapytać, czy podoba mu się jej praca jako modelki. Norma Jeane odpowiedziała, że ​​nie ma czasu. Nadal posuwała się do przodu.

Przed Bożym Narodzeniem 1945 roku Jim wrócił do domu na drugie wakacje. Norma Jeane odeszła z firmy Radio Plane Company. Modeling stał się jej pracą na pełen etat.

Cieszyła się, że go widzi. Ale Jim natychmiast zauważył pęknięcia.

Na stole leżały niezapłacone rachunki z lokalnych domów towarowych. Było ich wielu. Kopał głębiej. Wydała jego żołd wojenny oraz oszczędności na ubrania i akcesoria. Jej ochrona? Ubrania były niezbędne w jej karierze.

Miało to dla niej sens. Dla niego nie.

Jej rozmowy też się zmieniły. Nie było już mowy o ich przyszłości. Tylko o jej karierze. Była stale na planie, nawet gdy on był na wakacjach. Wraz z fotografem Andre de Dienes wybrała się na dłuższą wycieczkę na północno-zachodnie wybrzeże Pacyfiku. Jim zdał sobie sprawę, że nie jest już centrum jej świata. Był drugorzędny.

Jim Ducherty za rozstanie obwiniał później swoje obowiązki w marynarce handlowej.

W swojej książce z 1976 roku „Sekretne szczęście Marilyn Monroe” oraz w różnych wywiadach Jim maluje inny obraz. Pamięta idylliczne życie z Normą Jeane, zanim wypłynął. Sugeruje, że gdyby nie wyszedł, wszystko byłoby spokojnie. Traktuje „Norma Jean Dougherty” i „Marylin Monroe” jak dwie różne osoby. Jakby jej nieobecność pozwoliła siłom zewnętrznym zamienić naiwną żonę w ambitną kobietę kariery.

Brzmi szczerze. Ale argument ten nie wytrzymuje krytyki.

Norma Jeane kontynuowała swoją karierę z zaciekłością, która zaprzeczała zapewnieniom Jima, że ​​kocha „ciszę i spokój” wynikający z bycia jego żoną. Mało prawdopodobne było, żeby jego obecność ją powstrzymała.

Kiedy Jim ponownie wypłynął w rejs, zdał sobie sprawę, że to już koniec. Litery ustały. Pisała niemal codziennie. Teraz jest cisza.

Kilka tygodni później skontaktował się z nim prawnik z Las Vegas. Norma Jeane zamieszkała w Nevadzie i złożyła pozew o rozwód. Jim odmówił podpisania dokumentów. Chciał ostatniej rozmowy, kiedy wróci do domu na wakacje.

Rozmowa nic nie zmieniła.

Postanowiła zostać aktorką. Daherty twierdziła, że ​​powiedziano jej, że jej szanse na zdobycie kontraktu z dużym studiem są prawie zerowe, jeśli jest zamężna. Dlatego rozwód był strategiczny.

Wczesna jesień 1946. Jim podpisał dokumenty. Niechętnie. Norma Jeane zniknęła z jego życia.

Jej kariera jako modelki pin-up? To się dopiero zaczynało.

Powojenne pin-upy i powstanie Normy Jean

Rok 1946 był rokiem, w którym kariera Normy Jeane jako modelki naprawdę nabrała rozpędu. To nie wydarzyło się w próżni. Okres powojenny charakteryzował się gwałtownym wzrostem popularności czasopism wyzyskowych. W tamtym czasie te publikacje były wszędzie. Dzisiaj? Praktycznie zniknęły. Ale po wojnie, a zwłaszcza po zniesieniu reglamentacji papieru w 1950 r., zalały kramy.

Nie wszyscy byli tacy sami. Niektórzy promowali sensacyjne kryminały. Inni sprzedawali tanie romanse lub plotki z Hollywood. Jednak ogromna część z nich była skierowana wprost do mężczyzn.

Norma Jeane nie była wysoką i posągową modelką preferowaną przez agencje na pokazach mody. Znalazła więc swoją niszę w magazynach pin-up. Publikacje takie jak Laff, Peek, See, Glamorous Models, Cheesecake i U.S. Kamera stała się jej sceną. Byli to bezpośredni spadkobiercy powojennej kultury pin-up. Tani. Dostępny. Wypełnione fotografią nazywaną w branży „sernikiem”.

To właśnie ludzie często przeoczają. W tych magazynach nie było nagości. Przynajmniej wtedy. Kobiety były w strojach kąpielowych. W koszulach nocnych. W ręcznikach. Skromnie, oczywiście. Ale według współczesnych standardów? Układy wyglądają niemal niewinnie. Nawet zabawne.

Te wczesne magazyny zapewniły nieocenioną widoczność wielu aspirującym modelkom, które aspirowały do ​​kariery w Hollywood.

To jest kluczowy punkt. Pin-upy nie były tylko na stoliku do kawy. Odegrali dziwną, pośrednią rolę w hollywoodzkim układzie gwiazd. Studia miały na nich oko. Zauważyli, kto przyciągnął uwagę. Zanim Playboy i jego naśladowcy zmusili te wczesne magazyny do wymarcia, były one prawdziwą platformą startową dla dziewcząt próbujących włamać się do kina.

Fotografowie, którzy ukształtowali jej wizerunek

Norma Jeane współpracowała z zmieniającą się obsadą fotografów, którzy sprzedawali swoje zdjęcia tym publikacjom w stylu pin-up. Jedno nazwisko się wyróżnia: Andre de Dienes.

De Dienes był profesjonalistą. Subtelny technik o wrażliwym spojrzeniu. Potrafił sprawić, że kolory śpiewają, a czerń i biel oddychają. Współpracował z Normą Jeane od 1945 do 1949. W tym czteroletnim okresie była ona u szczytu sławy modelki.

Kręcili nie tylko w studiu. Zimą 1945 roku wybrali się na wyprawę fotograficzną. Nevada. Oregon. Pustynia Mojave. Yosemite. Wynik? Ten słynny odcinek, w którym Norma Jeane o świeżej twarzy wygląda, jakby podbijała dzikie tereny północno-zachodniego Pacyfiku. To było trudne. To było prawdziwe.

Ich ostatnia wspólna sesja była inna. Zdjęcia na brzegu morza. Plaża Toby’ego. 1949 Była już Marilyn Monroe. Była w Nowym Jorku, promując jeden ze swoich wczesnych filmów.

De Dienes zakochał się w niej. Oświadczył się tuż przed przeprowadzką na Wschód. Według niego odpowiedziała, że ​​tak. Następnie opuścił Los Angeles. Zaręczyny się rozpadły. Klasyczny hollywoodzki moment.

Earl Moran i walka o dochody

De Dienes nie był jedyny. Earl Moran był kolejnym. Ilustrator kalendarzy i czasopism. Zatrudnił Normę Jeane w 1946 r. i trzymał ją na utrzymaniu do 1950 r. z przerwami.

Moran wykorzystał ją jako punkt odniesienia przy swoich ilustracjach w stylu sernika. W latach 80. pojawiło się kilka jego zdjęć z nią. To były niesamowite półnagie zdjęcia. Bardziej wyrazisty, niż pozwalały na to okładki magazynów, ale wciąż w granicach tego, co było wymagane odniesieniem artystycznym.

Dla Normy Jeane Moran był ratunkiem. To były głodne lata. Próbowała dostać się do kina. Pieniędzy brakowało. Moran zapewnił jej jeden z niewielu stabilnych dochodów.

Marilyn powiedziała później: „Earl wiele razy uratował mi życie”.

Pochwały Moran pod jej adresem odzwierciedlają to, co powiedzieliby inni fotografowie na późniejszym etapie jej kariery. Zauważył, że dokładnie wiedziała, co robić. Jej ruchy. Jej ręce. Jej ciało. Nazwał to „po prostu idealnym”.

Wyraziła dokładnie to, czego chciałem.

Uważał, że jest najseksowniejsza. Lepiej niż ktokolwiek inny. Emocjonalnie uderzyła w sedno.

Jak te dni pin-up przełożyły się na duży ekran? Tutaj w grę wchodziły prawdziwe ambicje.

Filmowe ambicje Marilyn Monroe

Jak Norma Jean zbudowała swoją drogę do hollywoodzkiej sławy

Zapomnij o micie o przypadkowym szczęściu. Ta wersja jest leniwa. Awans Nory Jean nie był przypadkowy, kiedy spotkał ją los. To była skalkulowana wspinaczka. Początki, które spędziła, pozując dla Earla Morana i zdobiąc okładki magazynów w stylu pin-up, nie były tylko sposobem na zabicie czasu lub szybki zarobek. To były podstawowe elementy kariery, którą aktywnie budowała.

Spójrz na chronologię. Kontrakt filmowy nie był ostatecznym celem; był celem. I wszyscy uczestnicy procesu o tym wiedzieli. Nawet Emeline Snively, jej szefowa w agencji modelek Blue Book, grała na dłuższą metę. Nie sprzedawali tylko nagich ciał. Sprzedawali przyszłą gwiazdę.

Wczesne oznaki ambicji

W 1945 roku strategia była już w akcji. Norma Jeane stanęła przed kamerą w Blue Book. To nie było profesjonalne przesłuchanie. To był raczej amatorski występ testowy. Film przedstawia uśmiechniętą dziewczynę z kręconymi włosami, pod którą dużymi literami widnieje napis „Norma Jean Dougherty”. Dlaczego było to konieczne? Blue Book nie przeznaczał zasobów na testy, chyba że miały one konkretny cel. Celem było kino. Zawsze.

Potwierdza to jej fryzjerka Sylvia Bamhart. W swoich niepublikowanych wspomnieniach Bumhart zauważa, że ​​Norma Jeane nie tylko marzyła. Cały czas o tym mówiła. Była gotowa zmienić twarz, włosy, cały swój wygląd. Traktowała swoje ciało jak projekt, którym należy zarządzać, a nie tylko towar, który należy sprzedać.

Snively też widział, co się dzieje. Zdała sobie sprawę, że fotografia mody nie jest właściwą drogą dla szczególnego typu charyzmy i sylwetki Nory Jean. Zmieniła więc kurs. Modelowanie pin-up. Był oczywiście bardziej prymitywny, ale trafił do innego odbiorcy. Łącznie z tymi, którzy dzierżyli klucze do Hollywood.

Publiczny wyczyn kaskaderski z Howardem Hughesem

Lato 1946. Norma Jeane wraca z Nevady po złożeniu wniosku o rozwód. Stawka uległa zmianie. Snively pragnie uwagi. Dużo uwagi.

Nagrodą był Howard Hughes. Lotnik-milioner, prezes RKO Pictures i mężczyzna znany ze swojego upodobania do kobiet. Dochodził także do zdrowia w szpitalu po poważnym wypadku lotniczym. Snively nie czekał, aż sam zauważy Normę Jeane. Zapewniła, że ​​to zrobi.

19 lipca 1946 roku w kolumnie plotkarskiej „Los Angeles Times” ukazał się konkretny raport. Napisano w nim: “Howard Hughes wraca do zdrowia. Podnosząc magazyn, przyciągnęła go dziewczyna z okładki i natychmiast polecił asystentce, aby zapisała ją na sesję. To jest Norma Jean Daggerty, modelka.”

Czy Hughes naprawdę ją widział? Może. W tym roku Norma Jean cztery razy pojawiła się na okładce magazynu Laff, używając zarówno swojego prawdziwego nazwiska, jak i pseudonimu „Jean Norman”. Hughes przeglądała magazyny o tematyce pin-up w poszukiwaniu talentów. Pewnie ją zauważył. Asystentka faktycznie zadzwoniła do Blue Book i zapytała o nią.

Ale o to chodzi. Historia uległa zmianie. Z biegiem lat stała się legendą. Niektóre wersje twierdzą, że Snively wysłał cynk wpływowym publicystom Luelli Parsons i Heddzie Hopper, ponieważ byli jej dłużni. Wersja Snively’ego była jeszcze bardziej dramatyczna: twierdziła, że ​​Hughes przekręcił się w swoim żelaznym płucu, by zapytać o „Gene Normana”.

Inne wersje mówią, że Hughes po prostu to zauważył, bo było go wszędzie – cztery lub pięć okładek w ciągu jednego miesiąca.

Szczegóły nie są tak ważne, jak wynik. Plotka wywołała hałas. A w Hollywood to hałas sprawia, że ​​słyszysz.

Używanie szumu

Snively nie pozwolił, aby szum wokół Hughesa poszedł na marne. Użyła tego jako dźwigni. Potrzebowała profesjonalnego agenta, który potrafiłby poruszać się po systemie studyjnym, więc sprowadziła Helen Ainsworth z National Concert Artists Corporation.

Ainsworth odebrał pierwsze telefony, a następnie przekazał Normę Jeane przedstawicielowi talentów Harry’emu Liptonowi. Lipton działał szybko. Umówił się na spotkanie z Benem Lyonem, dyrektorem castingu w Twentieth Century-Fox.

To był krytyczny moment. Pin-upowe okładki, plotki o Hughesie, manewry agencji – to wszystko połączyło się w jedno spotkanie. Norma Jeane wiedziała, że ​​szanse są ogromne. Tysiące dziewcząt goniło za tym samym iluzorycznym marzeniem. Wiedziała to.

Ale nie przejmowała się konkurencją.

„Kiedyś patrzyłam na hollywoodzki wieczór i myślałam: «Muszą być tysiące dziewcząt, które tak jak ja siedzą samotnie i marzą o byciu gwiazdą filmową. Ale nie będę się o nie martwić. Marzę bardziej niż ktokolwiek inny»”.

To jest myślenie. Odmowa przyjęcia „nie” jako ostatecznej odpowiedzi. To właśnie wyróżniało ją na tle innych. Następnym krokiem nie było tylko zdobycie kontraktu. Polegało to na zmianie nazwy.

Uruchomienie testowe, które zmieniło wszystko

W lipcu 1946 roku Norma Jeane weszła do biura Bena Lyona w studiu Twentieth Century-Fox. Nie wiedziała, co będzie dalej. Ale wiedziała, czego chciała. Lyon zapytała o jej przygotowania. Przyznała, że ​​w ogóle jej tam nie było. Jedynie doświadczenie w pracy przed aparatem zdobyte od fotografów.

Lyon był sceptyczny. Ale sprawdził, gdzie mieszkała. Klub studyjny. Budynek mieszkalny YWCA dla dziewcząt próbujących przebić się do branży. Brak sponsora. Żadna zabawka producenta. Po prostu uczciwa dziewczyna, która chce pracować. Ta szczerość miała znaczenie dla Lyona. Postrzegał ją nie jako gracza, ale jako czystą kartę.

Widział to już wcześniej. A przynajmniej tak mi się wydawało. Kiedy spojrzał na Normę Jeane, zobaczył Jean Harlow.

„To znowu Jean Harlow”.

Lyon wiedział, czym są gwiazdy. W 1930 roku przekonał Howarda Hughesa, aby obsadził Harlow w Hell’s Angels, ponieważ akcent oryginalnej aktorki jej nie odpowiadał. Rozpoznał tę szczególną elektryczność. Nie obchodziło go, czy ona już wiedziała, jak grać. Dbał o charyzmę. Obecność ekranu.

Jak Marilyn Monroe zdobyła swój pierwszy kontrakt

Kilka dni później Lyon zorganizował pokaz testowy. Sprowadził Leona Shamroya, doświadczonego kamerzystę. Zdjęcia odbywały się w kolorze. Dlaczego? Czarno-biały film mógł podkreślić jej brak doświadczenia. Kolor ukryje niedoskonałości. Wzmocniłoby to efekt.

Test był prosty. Prawie nudne. Ona chodziła. Usiadła. Zapaliła papierosa. Wyłączyłem to. Wyjrzałem przez okno. Stracony. Żadnego dialogu. Brak dźwięku. Trwające kilka minut.

Ale Shamroy też to widział. Porównał ją do Glorii Swanson i Harlowa. Zauważył, że wie, jak „sprzedawać emocje przez kadr”. Widział piękno nawiązujące do epoki kina niemego, ale z nowoczesnym ładunkiem seksualnym.

Tydzień później Darryl Zanuck, szef produkcji w Fox, obejrzał taśmę. Zatwierdził.

Umowa była skromna. 75 dolarów tygodniowo. Sześć miesięcy. Staż. Jeśli sobie poradzi, może zostać przedłużony. Norma Jeane podpisała kontrakt w sierpniu 1946 roku. Miała dwadzieścia lat. Zgodnie z prawem potrzebowała poręczyciela. Podpisała się w jej imieniu Grace McKee Goddard, jej babcia.

Dynamika rodziny została zniszczona. Gladys Baker, jej matka, została zwolniona z ośrodka w San Francisco w 1945 roku, ale trudno jej było poradzić sobie w prawdziwym życiu. Do czasu podpisania umowy ponownie przebywała w ośrodku terapeutycznym w Los Angeles. Jim Daggerty, jej mąż, rozwodził się z nią. Straciła klan Daggerty. Pozostała tylko Ana Lower, jej starsza ciotka.

Świętowała więc ze swoimi nowymi znajomymi z Hollywood. Lyon. Mały Daniels.

Dlaczego wybrała imię Marilyn Monroe

Pierwsze pytanie dotyczyło zmiany nazwy. „Norma Jean Daggerty” była martwa dla Lyonu. Nienawidził tego imienia.

Potrzebował czegoś efektownego. Przypomniał sobie ** Marilyn Miller**, aktorkę teatralną z lat dwudziestych XX wieku, którą podziwiał. „Marylin” pasowała do wizerunku młodej gwiazdy.

Norma Jeane zaproponowała nazwisko. Zasugerowała Monroe, nazwisko jej matki. Lyonowi spodobała się ta aliteracja. Podwójne „M”. Nazwał to szczęśliwym omenem.

Pewnego popołudnia Norma Jeane Mortenson Baker Daggerty zniknęła. Pojawiła się Marylin Monroe.

Nigdy nie zapomniała, kto ją awansował. Po latach, gdy stała się największą gwiazdą świata, wysłała Lyonowi zdjęcie. Napis był wyraźny.

“Odnalazłeś mnie, nadałeś imię i uwierzyłeś we mnie, gdy nikt inny tego nie zrobił. Moja miłość i wdzięczność na zawsze.”

Ironia? Któregoś dnia przejeżdżała obok teatru, gdzie wisiała tablica z jej nową nazwą filmu „Dame of the Chorus”. Nie była szczęśliwa. Chciała, aby używano imienia Norma Jeane. Chciała, żeby zobaczyły go dzieci z sierocińca, te, które nigdy nie zwracały na nią uwagi. Sława wydawała się czymś innym niż uznanie. Ale to historia na inny raz. W międzyczasie umowa została podpisana. Imię zostało wybrane. Aparat był gotowy.

Długie oczekiwanie na przełom Marilyn Monroe w Fox

Zmiana nazwy utknęła. Cel? Było tam, brzęczało gdzieś pod powierzchnią. Marilyn Monroe weszła do hollywoodzkiej machiny, gotowa do pracy. Już nie tylko marzyła. Przygotowywała się.

Rzeczywistość jednak nie dbała o przygotowania.

Sukces nie zapukał do jej drzwi. Nie od razu. Już dawno nie pukałem. Tak naprawdę nawet umiarkowany sukces przez kilka lat wydawał się odległą plotką. Miała odpowiedni wygląd. Miała właściwe imię. Ale przemysł? Poruszała się powoli.

Jej początki w Fox mniej wiązały się z sławą, a bardziej z meblami. Była ekstra. Mała rola. Ktoś w tle, podczas gdy inni świecili. To była wyczerpująca praca. Próba cierpliwości, która ją wyczerpała.

Chcesz wiedzieć dokładnie, jak ukształtowały ją te trudne lata w Fox? Następny rozdział ujawnia okropne szczegóły jej początków jako statystki. Nie jest to olśniewająca historia, jakiej wszyscy się spodziewają. To jest prawdziwe.