Jak planeta Ziemia na zawsze zmieniła kinematografię dokumentalną

11

To nie był kolejny serial przyrodniczy. Planeta Ziemia stała się fenomenem kulturowym, który na nowo zdefiniował oczekiwania widzów wobec BBC i Discovery Channel. Ekipa nie tylko filmowała dziką przyrodę; uchwyciła chwile, których nigdy wcześniej nie widziano. Jak udało im się wznieść się cicho nad koronami lasów amazońskich? Jak wyśledzili lamparta śnieżnego na niemal pionowych klifach pakistańskich gór? Jak udało im się uchwycić moment, gdy z oceanu wyskakuje żarłacz biały, by zabić fokę?

Odpowiedź leży w niesamowitej wytrwałości i kolosalnych zasobach. Realizacja 11-odcinkowego projektu, którego budżet wynosił około 2 miliony dolarów na odcinek, zajęła pięć lat. Zdjęcia kręcono w ponad 200 lokalizacjach w 62 krajach. Projekt pozostaje największym projektem dokumentalnym, jaki kiedykolwiek podjęto.

Od błękitnej planety do globalnego zasięgu

Producent BBC Alastair Fothergill udowodnił już, że potrafi sobie poradzić z produkcjami na dużą skalę. Doświadczenie zdobywał pracując nad Blue Planet – ośmioodcinkowym projektem o wartości 10 milionów dolarów, eksplorującym cuda oceanu. Serial stał się hitem ze względu na swój kinowy styl i zakres. Kontynuacja w tym samym duchu była oczywistym krokiem.

Ponad 70 operatorów pracowało siedem dni w tygodniu na całym świecie. W wersji brytyjskiej lektorem był David Attenborough. W wersji amerykańskiej, wyemitowanej na Discovery Channel, narratorem była wielokrotnie nagradzana aktorka Sigourney Weaver. Wyniki były niezaprzeczalne.

W Stanach Zjednoczonych finałowy odcinek przyciągnął ponad 5,5 miliona widzów. Była to rzadkość w telewizji kablowej, gdzie zwykle tylko kilka programów trafia do pierwszej dziesiątki w różnych grupach wiekowych. „Planeta Ziemia” niemal w każdym tygodniu emisji znajdowała się w pierwszej dziesiątce we wszystkich trzech głównych grupach wiekowych.

Dominacja w kasie i na DVD

Sprzedaż DVD dorównywała oglądalności telewizji. Do czerwca 2007 r. The Hollywood Reporter oszacował, że sprzedał 42 000 egzemplarzy. Zarobił około 3,2 miliona dolarów. Kompletna kolekcja ustanawiała wówczas rekordy w zakresie wydań DVD w wysokiej rozdzielczości.

Przyjrzymy się powstawaniu tej serii. Przyjrzymy się innowacyjnym technikom i złożonym wyzwaniom logistycznym. Porozmawiamy o nieznośnych warunkach i zagrożeniach, jakie stwarzają ludzie, zwierzęta i sama przyroda. Tak powstała Planeta Ziemia.

Warunki pracy i życia

Brutalna cena uchwycenia najbardziej intymnych chwil natury

Wyobraź sobie, że jesteś proszony o spędzenie roku w schronie śnieżnym. Temperatury spadają do minus 60 stopni Fahrenheita. Wiatr wyje z prędkością 125 mil na godzinę. Jakie jest Twoje zadanie? Filmowanie tysięcy pingwinów skulonych razem jak podczas meczu rugby.

Odmówiłbyś.

Ale ekipa filmowa Planety Ziemia zgodziła się.

Przetrwały warunki, w których większość żywych istot nie jest w stanie przetrwać. Często robili to z dala od kontaktu z ludźmi. Od lodowatego zimna tundry antarktycznej po upał afrykańskich sawann – zespół na nowo zmienił koncepcję cierpienia na rzecz sztuki.

Filmowanie pingwinów cesarskich w środku zimy

Kamerzysta Wade Fairley i biolog Fred Oliver nie tylko odwiedzili Antarktydę. Mieszkali tam. Pełny rok.

Gdzie była ich baza? W najbardziej odległych zakątkach wyspy Massey.

Warunki były tymczasowe. Za schronienie służył stary kontener transportowy. Znajdował się około trzech i pół mili od kolonii pingwinów. Codziennie odbywali podróż na quadach. Widoczność była bliska zeru. Oślepiający śnieg zakrywał wszystko wokół. Aby znaleźć drogę powrotną, korzystali z GPS.

Po co dokonywać takich poświęceń?

Aby uchwycić zachowanie pingwinów cesarskich.

Trudne warunki opłaciły się. Na nagraniu widać 10 000 pingwinów skulonych razem, aby przetrwać. Chronili swoje delikatne jaja przed lodowatym wiatrem. To była mistrzowska klasa wytrzymałości.

W pogoni za nocnymi sekretami w dżungli Kostaryki

Testy nie ograniczały się do lodu.

W Kostaryce zespół napotkał wilgoć. I z koniecznością czekania.

Musieli sfilmować śpiew żaby drzewnej. To nocne zwierzę płazów. Zespół nocował w wilgotnej dżungli, czekając prawie miesiąc.

Niewiele brakowało do szczęścia.

Wtedy nastąpił punkt zwrotny. Zmienili wzorce snu, aby zsynchronizować je z harmonogramem żaby. To też nie zadziałało.

Przełom nastąpił, gdy zaprowadzono ich do prywatnego stawu. Musieli przekonać dozorcę, aby wpuścił ich do środka. Dopiero wtedy udało im się zdobyć niezbędny materiał.

Dlaczego te szczegóły są ważne dla fanów filmów dokumentalnych o dzikiej przyrodzie

Dla fanów Planety Ziemia piękno na ekranie to tylko część historii. Walka za kulisami dodaje wagi. Wyjaśnia rzadkość niektórych nagrań.

Rodzi to pytania o to, jak długo natura może wytrzymać nacisk, zanim się załamie. Albo jak daleko ludzie są skłonni się posunąć, żeby to zobaczyć.

Pomyśl o logistyce. Jak sfilmować stworzenie, które porusza się tylko nocą, w dżungli, która nigdy nie śpi? Zmieniasz swoją biologię. czekasz. Błagasz.

Rezultatem jest dokument wizualny, który sprawia wrażenie niemal świętego. Nie dlatego, że było to łatwe. Ale dlatego, że było to trudne.

Czy ten wysiłek przekłada się na czas oglądania? Oglądamy dramat. Przetrwanie. Uroda. Poświęceniem zespołu jest silnik. Bez tego ekran pozostałby czarny.

Pomyśl o tym, kiedy następnym razem zobaczysz grupę pingwinów. Albo posłuchaj śpiewu żaby. Pomyśl o GPS-ie. O kontenerze ładunkowym. O prywatnym stawie.

Świat jest ogromny. Zespół poszedł tam, gdzie niewielu by poszło.

Trudy życia na świeżym powietrzu

Pomieszczenia sypialne przypominały bardziej chaty lub namioty, a warunki były surowe. Podczas kręcenia „Planety Ziemia” nawet doświadczeni kamerzyści zajmujący się dziką przyrodą doszli do granic swoich możliwości. Ekipa filmowa wysłała ekipie na pustyni Gobi setki wilgotnych chusteczek do pływania, mając nadzieję, że będą one wygodnym substytutem wody. Serwetki zamarzły na śmierć. Nie przyniosły ulgi. Zapach stał się stałym towarzyszem większości zespołów.

Wszystko pozostało mokre. Cały sprzęt pozostawiony poza śpiworem był pokryty lodem. Kamerzyści budzili się z bateriami do aparatów, butelkami z wodą, a nawet łódkami przyklejonymi do rąk. Jeśli zapomnieli o misce, następnego ranka musieli ją ogrzać przy ogniu. To było nieprzyjemne przeżycie. Dieta była równie prosta. Orzechy, batony energetyczne i suchy prowiant na lunch były standardem. Niektórzy członkowie zespołu przemycali wódkę, żeby się rozgrzać od środka.

Oprócz zimna i smrodu zespoły musiały radzić sobie z ekstremalnymi wysokościami i głębokościami. Zespół filmowany na niebie Mount Everest testował granice lotnictwa wysokogórskiego. W Meksyku kamerzyści zeszli do Jaskółek, jaskini głębokiej na prawie 400 metrów. Jedna grupa przeżyła to, co Towarzystwo Narodowe określiło jako „najbardziej brutalne miejsce na Ziemi”. To była pustynia Danakil w Afryce. To najniższe i najgorętsze miejsce na planecie. Praktycznie nie ma życia. Dallol Springs może brzmieć jak miejsce na wakacje. W rzeczywistości jest to toksyczny krajobraz z żywą lawą. Ekipa kręciła zdjęcia na najniższym aktywnym wulkanie na świecie. Mało było snu. Jeden z uczestników opisał to jako próbę drzemki na wrzącym garnku.

Logistyka za kulisami

Zorganizowanie kręcenia filmu Planeta Ziemia wymagało czegoś więcej niż tylko odwagi. Wymagało to precyzyjnej logistyki. Skala operacji była ogromna.

Zapytaj dowolnego menadżera lub koordynatora ekipy, jak trudno jest zorganizować regularną sesję filmową, a powie Ci, że wymaga to dużego wysiłku wielu osób. Teraz wyobraź sobie, że musisz przewieźć sprzęt, z którym nigdy wcześniej nie pracowałeś, na drugi koniec świata lub zorganizować wycieczki do miejsc, o których istnieniu nie miałeś pojęcia. Załoga Planety Ziemia przygotowywała się do tej pracy od kilku lat. Uzyskanie zezwoleń, zatrudnienie ekip, przygotowanie sprzętu i rezerwacja podróży to tylko wierzchołek góry lodowej.

BBC dysponuje ogromnymi zasobami. Istnieją specjaliści od niemal każdego aspektu procesu. Chcesz dostarczyć obiektyw do odległej Mongolii? Nie ma problemu, wystarczy skontaktować się ze specjalistą ds. logistyki. Chcesz ocenić ryzyko związane z wdychaniem kwasu siarkowego? To proste, po prostu skonsultuj się z lokalnym ekspertem ds. zdrowia. Wielu członków załogi przeszło szkolenie w zakresie przetrwania pod okiem ekspertów od ekstremalnych warunków pogodowych, aby dowiedzieć się wszystkiego, od tego, jak zapobiegać odmrożeniom, po to, ile wody należy pić w temperaturze 30 stopni Fahrenheita. Następnie jest magazyn ochrony BBC i „klatka na sprzęt”. To tutaj ekipy filmowe kończą swoje wyprawy. Namioty, liny wspinaczkowe, kamizelki ratunkowe, maski przeciwgazowe, apteczki, sprzęt jaskiniowy, zbiorniki do nurkowania i mapy to tylko niektóre z wybranych i pakowanych artykułów.

Nie lada wyzwaniem okazało się także zdobycie pozwoleń na kręcenie filmów w wielu miejscach. Mieszkańcy Wyspy Króla Karola na Oceanie Arktycznym u wybrzeży Norwegii nie widzieli żadnych gości od 1980 roku. BBC próbowała uzyskać pozwolenie na filmowanie przez 25 lat, zanim w końcu dostała je dla Planety Ziemia. Uzyskanie dostępu do surowych gór Karakorum w Pakistanie zajęło cały rok ze względu na niestabilność polityczną w regionie.

Jednym z kluczowych czynników sukcesu zdjęć do Planety Ziemia była pomoc i współpraca lokalnych mieszkańców. Gdziekolwiek udawały się ekipy filmowe BBC, w różnym stopniu pomagali im rdzenni mieszkańcy regionu. Od dostarczania pizzy na wysokość 4000 metrów w Himalajach po zatrudnianie pakistańskich pilotów helikopterów latających z załogą wokół góry K2 – pomoc mieszkańców była nieoceniona. Przewodnicy prowadzili zespoły przez dżungle i pustynie, pomagając załodze zapewnić bezpieczeństwo i dzieląc się swoją wiedzą o okolicy w poszukiwaniu tajemniczej dzikiej przyrody. Od czasu do czasu zdarzały się spotkania z oszustami i złodziejami, ale zostało to przyćmione przez ogromną ilość wsparcia, jakiego zapewniła większość rdzennej ludności.

„Pomoc lokalnych mieszkańców była nieoceniona.”

Misja: Planeta Ziemia

Odwiedź stronę Discovery Channel, a znajdziesz bardzo interesującą interaktywną grę, w której wcielisz się w producenta. W grze Mission: Planet Earth scenariusze rozgrywają się w siedmiu lokalizacjach na całym świecie, gdzie musisz zdecydować, w którym kierunku ma poprowadzić swoją drużynę, jakich zapasów potrzebuje i czy kontynuować podróż, czy też wrócić do obozu w obliczu trudności.

Tekst

Sprzęt i metody strzelania

Sprzęt kryjący się za pięknem

Nie da się rozmawiać o Planecie Ziemi, nie wspominając o jej wyposażeniu. Poważnie. Ogromny sukces serialu nie wynikał tylko z utalentowanych narratorów. Chodziło o wykorzystanie najlepszej technologii, jaką można kupić za pieniądze. Był to pierwszy serial przyrodniczy nakręcony w całości w wysokiej rozdzielczości (HD). I powiem Wam: HD to nie tylko modne hasło. Rozdzielczość zapewniała tak wyraźne obrazy, że każdy arkusz można było policzyć. Oznaczało to również możliwość fotografowania w niemal całkowitej ciemności. Zwierzęta nie przejmują się ustawieniami aparatu. Ważne jest, aby nie zostać zauważonym. Dlatego zdjęcia robiliśmy bez użycia lampy błyskowej.

Latanie bez zastraszania

Prawdziwą gwiazdą tego sprzętu był heligimbal. Brzmi jak broń z science fiction. Ale to nieprawda. To stabilizowana żyroskopowo obudowa kamery montowana pod nosem helikoptera. Pomyśl o gimbalomie jako o zawiasie, który utrzymuje przedmiot w poziomie. Dwa zagnieżdżone gimbale kompensują drgania pionowe i poziome. Heligimbal właśnie to zrobił. Trzymał obiektyw absolutnie poziomo. Stabilny. Niezachwianie stanowczo.

Operator siedział wewnątrz helikoptera i sterował instalacją za pomocą joysticka. Żadnego drżenia ręki. Żadnego drżenia. Tylko czysty, płynny materiał filmowy z lotu. Polowanie widzieliśmy z powietrza, ponieważ helikopter mógł zawisnąć w bezpiecznej odległości. Obiektywy zmiennoogniskowe były wystarczająco mocne, aby utrzymać ptaki i zwierzęta w bezpiecznej odległości. Zwierzęta zachowały spokój. Materiał filmowy pozostał wyraźny.

Szybowanie ponad koronami lasu

Ale helikoptery? Tworzą wiatr. Dużo wiatru.

Łopaty helikopterów unoszą powietrze. Ten wiatr łamie gałęzie. Rozprasza zwierzęta. Niszczy naturalny moment. Dlatego do kręcenia w dżungli potrzebowali czegoś cichszego. Coś wolniejszego. cinebulle wszedł na scenę.

To nie jest dron. To nie jest fantazyjny latający spodek. To balon na ogrzane powietrze z platformą kamery zamiast kosza. Tylko. Prawie zbyt łatwe. Wynalazca, Dany Cleyet-Marrel, wyposażył go w duży wentylator do kontrolowania kierunku. Brak rotorów. Brak ostrzy. Tylko gorące powietrze i wentylator.

Cinebull unosił się nad wierzchołkami drzew. Nie podniósł liści. Nagranie zostało wyemitowane. Spokojny. Właśnie tego potrzebujesz, gdy próbujesz uchwycić duszę lasu deszczowego.

Kiedy wszystko idzie nie tak

Nie wszystko idzie gładko. Cinebull ma wadę. Nie reaguje zbyt szybko. To jest ogromna piłka. Potrzebuje czasu, żeby się odwrócić. Potrzebuje czasu, żeby się zatrzymać.

A czasami „zapomina”.

Na niektórych ujęciach widać, jak piłka niesiona jest przez wiatr. Nie nad drzewami. I prosto w nich. Prawie kolizja. Wypadek, który prawie się wydarzył. Piłka uderzyła w drzewa, ponieważ operator błędnie ocenił dryf. To nie było eleganckie. To było ryzykowne. Ale kiedy wszystko zadziałało? Działał lepiej niż jakikolwiek inny produkt na rynku.

Otrzymaliśmy nagranie. U nas cisza. I poznaliśmy prawdę. Nawet jeśli prawda obejmowała kilka połamanych piłek.

Jeśli widziałeś Planetę Ziemię, ta nocna scena nigdy nie opuści twojego umysłu. Widok lwów zabijających słonia nie jest niczym nowym w dokumentach przyrodniczych, ale oglądanie tego w całkowitej ciemności to zupełnie inna sprawa. Zespół produkcyjny nie tylko włączył latarkę. Zbudowali ściany z lamp na podczerwień. Są niewidoczne dla ludzi i większości zwierząt. Tylko specjalne kamery mogły rejestrować blask. Rezultatem jest krystalicznie czysty materiał przedstawiający nocne zachowania, jakiego nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Zmieniło to sposób, w jaki myślimy o nocy.

Operatorzy również musieli stawić czoła ekstremalnym warunkom. Zdjęcia podwodne wymagały wodoodpornych obudów. Filmowanie w chłodne dni wymagało sprzętu odpornego na ujemne temperatury. Często umieszczali kamery w szczelnych pojemnikach. Potem zostali sami. Zdalne sterowanie odbywało się z bezpiecznej odległości. Dzięki temu ekipa filmowa nie mogła niepokoić zwierząt. W przypadku zwierząt nieśmiałych zastosowano czujniki ruchu. Kamera nagrywała tylko w przypadku wykrycia ruchu. Żadnego czekania w krzakach. Po prostu czyste, wyzwalane działanie.

Cel był prosty: nie zakłócać siedliska. Strzelanie do wierzchołków Amazonii, niesionych wiatrem z helikoptera, wygląda nienaturalnie. Ona niszczy iluzję. Co by zrobiły zwierzęta, gdyby wiedziały, że są obserwowane z góry lub w ciemności? Ukryliby się. Uciekli. Albo zachowywał się nienaturalnie. Technologia musiała być niewidoczna, aby była skuteczna.

Bezprecedensowe osiągnięcia

Seria przekroczyła granice w sposób, którego nikt nie uważał za możliwy. Nie chodziło tylko o to, żeby się zbliżyć. Chodziło o to, żeby tam dotrzeć, nie zmieniając niczego.

  • Niewidzialny nadzór : Technologia podczerwieni umożliwiła fotografowanie bez sztucznego światła widzialnego.
  • Pilot zdalnego sterowania : Uszczelnione kamery i czujniki chronią ludzi przed kadrem.
  • Zachowanie integralności ekologicznej : Brak przeciągów z helikopterów, które niszczą warunki naturalne.

Konkretnym mistrzostwom przyjrzymy się później. Skalę tych osiągnięć trudno pojąć, dopóki nie zobaczy się sprzętu, z którym się to dzieje. To nie były tylko lepsze obiektywy. To było zupełnie nowe podejście do niewidzialności.

Jak udało im się nakłonić lwa do spokojnego żerowania w tych światłach? Dlaczego słonie nie wpadły w panikę? Odpowiedzi tkwią w starannym przygotowaniu i ogromnej cierpliwości ekipy filmowej.

„Kluczem jest nie zakłócanie środowiska.”

Nie chodzi tylko o fajne ujęcia. Chodzi o prawdę. Jeśli scena sprawia wrażenie wyreżyserowanej, historia kończy się fiaskiem. Technologia służy opowiadaniu historii, a nie odwrotnie.

Co się stanie, gdy bateria wyczerpie się w środku lodowca? Albo gdy obiektyw zaparowuje pod wodą? Wyzwania były ciągłe. Ale nagroda była tego warta. Mieliśmy widok na planetę, który wydawał się realny. Nie stworzone sztucznie. Ale po prostu zaobserwowane.

Ekipie filmowej nie zadowalały same dobre ujęcia. Dążyli do niemożliwego. Cel Planet Earth był prosty, ale szalony: uchwycić obrazy, których nigdy wcześniej nie widziano. Odwiedź miejsca, w których operator nigdy nie postawił stopy. Używaj sprzętu w sposób, który jeszcze nie został wypróbowany. Rezultatem było coś więcej niż tylko dokument. Stało się to listą mistrzostw.

W pogoni za rajskim ptakiem w Papui-Nowej Gwinei

Większość ludzi uważa, że zrobienie zdjęcia to tylko kwestia czekania. Dla Paula Stewarta była to próba wytrzymałości. Chciał niebieskiego rajskiego ptaka. To stworzenie jest bojaźliwe. To się ukrywa. Aby go odnaleźć, zespół BBC odbył trzy osobne podróże do Papui Nowej Gwinei.

Musieli wykazać się sprytem. Nie można tak po prostu podejść do tych ptaków. Ekipa filmowa pozostawiła w naturze makiety kamer. Po co? Przyzwyczaić się do widoku czegoś dziwnego na drzewach. Aklimatyzacja była kluczem do sukcesu.

Kiedy ptaki przestały zwracać uwagę na plastikowe przynęty, rozpoczęła się prawdziwa praca. Stewart wpadł w ciasną zasadzkę. Spędził tam osiem tygodni. Codziennie. Czternaście godzin dziennie. Obudził się o czwartej rano. Czekał w ciemności. Czekał, aż ptaki się obudzą.

Dostałeś strzał? Tak. Schwytał rzadkiego niebieskiego rajskiego ptaka wykonującego taniec godowy. Obserwatorem była kobieta. Cierpliwość się opłaciła. Ale kosztowało go to wszystko inne.

Polowanie z helikoptera: tropienie afrykańskich dzikich psów

Sceny polowań w dokumentach przyrodniczych są zazwyczaj fikcyjne. To jest edycja. Redaktorzy łączą nagrania z różnych dni, aby stworzyć spójną historię. Planeta Ziemia zdecydowała się temu przeciwstawić. Chcieli pokazać całość. Jedno ujęcie. Jedna ciągła sekwencja.

Celem było polowanie na dzikie psy afrykańskie dla impala. Ten odcinek nosił tytuł „Od bieguna do bieguna”. Metoda? Zespół z kamerą stabilizowaną żyroskopowo na helikopterze.

Oto jak to działało. Zespoły naziemne najpierw znalazły stado psów. Informacje przekazali drogą radiową do helikoptera. Potem zaczął się pościg. Daleko mu było do spokojnej jazdy. Obiektyw o długim ogniskowaniu w zestawie miał bardzo wąskie pole widzenia. Skupił się na jednym psie. Tylko na jednym.

Kiedy ten pies pobiegł w lewo, straciłeś z oczu resztę stada. Największym wyzwaniem było znalezienie odpowiedniego psa we właściwym czasie. Jeśli straciłeś koncentrację, straciłeś historię.

Zespół nie poddał się. Monitorowali manewry flankujące. Obserwowali, jak psy współpracowały, aby otoczyć młodą impalę. Impala w końcu uciekła do rzeki. Ale widzieliśmy całą próbę. Od początku do końca.

To nie była tylko akcja. To było zachowanie. Widzieliśmy, jak polowali. Jak współpracują. Dowiedzieliśmy się o tych psach więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Technologia umożliwiła to. Zespół umożliwił to.

Dlaczego to ma teraz znaczenie

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że widzieliśmy już wszystko. Ale to nieprawda. Granice tego, co można sfilmować, stale się poszerzają. Nowy sprzęt popycha te linie dalej.

Niebieski rajski ptak nadal tam jest. Dzikie psy nadal polują. Ale teraz wiemy, jak wyglądać. Wiemy, jak czekać. Wiemy, jak naśladować.

Lista mistrzostw rośnie. Każde z nich zajmuje więcej czasu. Więcej pieniędzy. Większe ryzyko. Ale ze względu na personel? Warto.

Co dalej? Ocean jest nadal w dużej mierze niezbadany. Cron

Czasami scena była czymś więcej niż tylko tłem. To był główny bohater.

Twórcy filmu nie tylko odwiedzili znane miejsca. Poszli tam, gdzie nikt wcześniej nie był. Cel był prosty: uzyskać materiał filmowy, jakiego ludzkie oko nigdy wcześniej nie widziało.

Weźmy Mount Everest. Filmowanie odbyło się na rekordowych wysokościach. Powietrze jest rzadkie. Zimno jest dotkliwe. Ale te strzały były warte ryzyka. A potem jest jaskinia Lechuguilla w Nowym Meksyku. Zespół wykorzystał kamery o wysokiej rozdzielczości do zbadania jego głębin. Wynik był jasny. Czysty. Nigdy wcześniej przez nikogo nie widziany.

Pod lodem jeziora Bajkał

Jedno miejsce przeczyło logice. Jezioro Bajkał.

To najgłębsze jezioro na świecie. Prawie milę głębokości. Presja jest ogromna. Zimno jest zabójcze. Ale podwodni operatorzy nurkowali przez lód. Musieli uchwycić życie przypominające ocean, ukryte pod zamarzniętą powierzchnią.

Warunki były ekstremalne. Lodowata woda wsiąkła we wszystkie szwy. Reduktory i butle z powietrzem zaczęły zamarzać już podczas nurkowania. To nie tylko drobna niedogodność. To może spowodować zatrzymanie oddychania. Może to spowodować przerwanie filmowania.

Rozwiązanie było prymitywne, ale skuteczne. Bezpośrednio na sprzęt wlano wrzącą wodę. Tylko żeby nie zamarzło. Żeby kamery nadal kręciły. Aby utrzymać nurków przy życiu.

„Zespół wykorzystał system kontroli ruchu do rejestrowania złożonych poklatków czasu przedstawiających zmiany na powierzchni Ziemi”.

Innowacje techniczne

Łamanie lodów to jedno. Inną sprawą jest dokonanie przełomu technologicznego.

Zespół Planet Earth nie przyszedł tylko z dużymi obiektywami. Wymyślili nowy sposób pracy.

Połączyli sterowanie ruchem z fotografią poklatkową. Nigdy wcześniej tego nie robiono.

Oto jak to działało.

Sterowanie ruchem automatyzuje ruch kamery. Pozwala na niezwykle powolny i płynny ruch. Brak drżenia rąk operatora. Żadnego szarpania. Tylko czysta, mechaniczna precyzja.

Film poklatkowy wykorzystuje interwałometr. Robi krótkie fragmenty materiału filmowego w ustalonych odstępach czasu. Dni mijają w sekundach. Pory roku zmieniają się w mgnieniu oka.

Łącząc te dwie techniki, redaktorzy stworzyli coś wyjątkowego. Przeprowadzili różne etapy procesu i połączyli je. Jaki jest wynik?

Ujęcia jesiennego krajobrazu górskiego zmieniającego kolory. Kwiaty wiśni kwitnące w Japonii w czasie rzeczywistym. Burza piaskowa nad Saharą. Wszystko zostało nakręcone płynną, poruszającą się kamerą, która nie istniała przed tym projektem.

Nie chodziło tylko o poznanie świata. Chodziło o to, żeby zobaczyć, jak się porusza.

Niebezpieczeństwa związane z filmowaniem

Kręcenie filmów dokumentalnych nie polega tylko na znalezieniu idealnego oświetlenia lub oczekiwaniu, aż burza minie. To gra o życie i zdrowie. Załoga Planet Earth stawiła czoła nie tylko surowym żywiołom, ale także zwierzętom, które chciały je zabić, oraz ludziom, którzy byli niebezpieczni z zupełnie innych powodów. Ważne było oddanie odpowiedniego strzału. Ale ochrona życia była jeszcze ważniejsza.

Nagły atak morsa

Morsy wyglądają jak delikatne, grudkowate misie, które wytoczyły się z Arktyki. W rzeczywistości nie jest to prawdą. Te masywne ssaki polują na foki, miażdżąc je kłami – jest to okrutna metoda karmienia, która pozostawia niewiele miejsca dla turystów.

Kamerzysta Doug Anderson wiedział o niebezpieczeństwach, ale je ignorował. Wskoczył do wody w stronę stada morsów, ignorując ostrzeżenia miejscowego przewodnika. Jego fatalnym błędem było to, że nie wszedł do wody. Zapomniał sprawdzić swój martwy punkt.

Mors uderzył go od tyłu. Silnie. Odpłynęła, po czym wróciła, by zadać drugie uderzenie. Anderson nie wpadł w panikę. Przycisnął aparat do boku zwierzęcia. Zaskoczenie i ból zmusiły ją do wycofania się na zawsze. Anderson był oszołomiony. Miał szczęście. Ale on przeżył.

Żmija na Borneo

Jeff Wilson, badacz zespołu, udał się na Borneo, aby sfilmować latającego lemura, znanego również jako colugo. Zatrzymali się na chwilę, aby przygotować sesję. Wilson położył rękę na stojaku na lampę.

Czekała tam na niego żmija jamista.

Jeden z najbardziej jadowitych węży na planecie ugryzł go w rękę. Zespół nie wahał się. Zabrali go łodzią, a następnie samochodem do szpitala oddalonego o prawie 40 kilometrów (25 mil) od miejsca zdarzenia. Czas był wrogiem. Fakt, że ugryzienie było nieuchronne i Wilson był w stanie zapanować nad paniką, prawdopodobnie uratował mu życie. Przeżył, ale było to niezwykle niebezpieczne spotkanie z najskuteczniejszą trucizną natury.

Prześladowany przez kuguara

Dzikie pumy w Chile są skryte, ale samica chroniąca swoje młode może szybko zamienić się w drapieżnika. Dwuosobowa ekipa filmowa zauważyła jednego z nich i próbowała uchwycić ten moment. Nie uciekła. Podczołgała się do nich na brzuchu.

To niskie i powolne podejście jest prekursorem ataku.

Grupa trzymała się razem, próbując wyglądać na większą i bardziej zastraszającą. Na wszelki wypadek mieli przygotowany gaz pieprzowy. Ale nie skorzystali z tego. Zachowali spokój. Czekali. Puma obchodziła je, przyglądała się im i ostatecznie straciła zainteresowanie. Ekipa filmowa wyszła bez jednego wystrzału i nie rozpyliwszy kropli aerozolu.

Awaria tlenu na Evereście

Wzrost to cichy zabójca. Ekipa filmująca Mount Everest zderzyła się z tą rzeczywistością, gdy nepalskiemu inżynierowi zabrakło tlenu. Na tej wysokości niedotlenienie następuje szybko. Jest to potencjalnie śmiertelna postać choroby górskiej.

Ręce inżyniera zaczęły drżeć. Jego oczy się cofnęły. Stał się niereagujący.

Nawigator próbował udostępnić swoją butlę z tlenem, ale zdał sobie sprawę, że jego własna również zawiodła. Nie było czasu na negocjacje. Pilot rozpoczął awaryjne zniżanie, pokonując wysokość 3000 metrów (10000 stóp) w zaledwie 10 sekund. Jeden z producentów opisał przeciążenie i upadek jako „niezwykle bolesne i przerażające”. Inżynier przeżył, wstrząśnięty, ale bez szwanku. Było to wyraźne przypomnienie, że żałoba nadal jest w Twoim harmonogramie.

Cień Króla Bandytów

Nie każde zagrożenie pochodzi od dzikiej przyrody. W południowych Indiach grupa filmująca wydry gładkowłose znalazła się na celowniku ludzkiej przemocy.

Virppan, zwany „królem bandytów”, był postacią dobrze znaną. W ciągu trzech dekad popełnił ponad 120 morderstw, dokonując kradzieży, porwań i przemytu. Był jedną z najbardziej poszukiwanych osób w Indiach.

Pojawiły się pogłoski, że dwóch schwytanych Virppanów zostało skazanych na śmierć. Mówi się, że bandyta planował porwanie grupy BBC jako dźwigni. Ekipa filmowa pracowała w ciągu dnia w towarzystwie uzbrojonych strażników. Ale zagrożenie było aż nazbyt realne. Nakazano im odejść. Wyszli.

Kilka dni później ich obóz został zaatakowany. Virppan został ostatecznie schwytany i zabity w 2004 roku. Grupa uniknęła bezpośredniego niebezpieczeństwa, ale niebezpieczeństwo było realne, bezpośrednie i ludzkie.

Zdjęcia z ostatniej chwili

W następnej sekcji przyjrzymy się niektórym materiałom, które zespołowi udało się uchwycić dosłownie w ostatniej chwili.

Czekam w ciemności. Taka była codzienna rzeczywistość załogi Planety Ziemia.

Nie czekali godzinami. Czekali tygodniami. Czasem miesiące. Cel był prosty: uchwycić naturę, zanim zniknie. Wynik? Często – nic. Tylko wiatr, deszcz i rozczarowanie.

Ale wtedy Matka Natura zamrugała.

Nieprzewidywalność dzikiej przyrody uczyniła serial legendą. Prawie to zniszczyła.

Wodospady Anioła: okno 45-minutowe

Angel Falls w Wenezueli to najwyższy wodospad na Ziemi. Jest również znany z tego, że trudno go strzelać. Zachmurzenie zwykle zasłania szczyt.

Zespół odbył cztery podróże na miejsce. Trzy porażki.

Przy czwartej i ostatniej próbie niebo się przejaśniło. Dokładnie na 45 minut chmury się przejaśniły. Ekipa filmowa sfilmowała wszystko, co mogła. Kiedy mgła ponownie przesłoniła widok, mieli już ujęcie, którego potrzebowali.

To był wąski margines. Jeszcze minuta i wyszliby z niczym.

Kostaryka: Wskazówka ostatniego dnia

Znalezienie żab drzewnych w Kostaryce wydawało się niemożliwe.

Dwuosobowy zespół spędził miesiąc na poszukiwaniach. W górnej warstwie lasu. W błocie poniżej. Nic.

Już przygotowywali się do wyjścia. Następnie podpowiedź dał lokalny mieszkaniec.

Udali się we wskazane miejsce. To był żabi raj. Tysiące osób. Kilkanaście gatunków.

Grupa nie wyszła. Filmowali do białego rana. Miesiąc poszukiwań zakończył się mocnym akcentem, bo ktoś wiedział, gdzie szukać.

Botswana: 50 godzin

Afrykańskie dzikie psy polujące na impala. To było wyzwanie w Botswanie.

Budżet pozwalał na długie oczekiwania, ale nie był on nieograniczony. Zespół osiągnął swój limit.

Spędzili na ziemi dwa tygodnie. Ponad 50 godzin w powietrzu z Gel-Gimbalem. Psy były nieuchwytne. Impala były szybsze.

Sukces przyszedł w ciągu ostatnich dziesięciu minut kręcenia. Cierpliwość producenta Marka Linfielda w końcu się opłaciła. Odwołali polowanie w ostatniej chwili, gdy zamknęło się okno możliwości.

Pakistan: Helikopter, który nie przybył

Szczęście to potężny składnik w tworzeniu filmów dokumentalnych.

Grupa z Pakistanu chciała sfilmować lamparty śnieżne. Zwierzęta te rzadko są uchwycone na filmie. To duchy w górach.

Po sześciu tygodniach kręcenia markhorów (niebieskich owiec) grupa miała niezły materiał. Ale bez pantery śnieżnej.

Zgodzili się na helikopter do ewakuacji. Nie pojawił się.

Zamknięci na kolejny dzień, po raz ostatni ustawili kamery.

Nagroda? Ekscytujące polowanie. Pościg po niemal pionowym terenie. Pantera śnieżna w akcji.

Wszystko to wydarzyło się w ostatniej godzinie ostatniego dnia. Helikopter przybył następnego ranka. Grupa była zachwycona.

Nieprzewidywalna cena piękna

Te historie nie dotyczą tylko szczęścia. Dotyczą kosztów schwytania tego, czego nie da się schwytać.

Każdy strzał na planecie Ziemia wymagał ryzyka. Czas. Pieniądze. Zdrowie psychiczne.

Zespół nie miał kontroli nad naturą. Czekała, aż to się sprawdzi.

Przez większość czasu tego nie robiła.

Kiedy jednak to zrobiła, rezultaty zapierały dech w piersiach.

To sprawia, że ​​​​zastanawiasz się: ile innych tajemnic kryje Ziemia? Ile historii czeka w chmurach, w błocie, w rozrzedzonym górskim powietrzu?

Widzieliśmy tylko małą część.

A mimo to wciąż chcieliśmy więcej.