Nadeszła jesień, niosąc ze sobą znane konstelacje, które widzieliśmy od miesięcy. Ale jeśli przyjrzysz się bliżej październikowemu nocnemu niebu, zauważysz, że oferuje ono więcej niż tylko standardowy widok sezonowy. Obecnie mają miejsce trzy konkretne wydarzenia astronomiczne. Nie wszystkie będą widoczne gołym okiem, ale zasługują na uwagę. Jednym z nich jest całkowite zaćmienie Księżyca nad Oceanem Spokojnym. Drugim jest Uran w chwili największego zbliżenia się do Ziemi. A 19 października Czerwona Planeta podzieli niebo z kometą.
Całkowite zaćmienie Księżyca nad Oceanem Spokojnym
Najpierw pojawia się sam Księżyc. Planowane jest całkowite zaćmienie Księżyca, które będzie widoczne głównie nad Oceanem Spokojnym. To nie jest subtelna gra cieni. Podczas całkowitego zaćmienia Ziemia przechodzi bezpośrednio pomiędzy Słońcem a Księżycem, blokując bezpośrednie światło słoneczne. Rezultatem jest często miedziano-czerwony blask, czasami nazywany „krwawym księżycem”.
Dla obserwatorów z obu Ameryk i części Azji będzie to doskonała okazja obserwacyjna. Osoby z innych regionów mogą zobaczyć początek lub koniec wydarzenia, w zależności od horyzontu. Jest to jedno z niewielu zjawisk w mechanice nieba, które faktycznie można zaobserwować bez drogiego sprzętu. Po prostu wyjdź na zewnątrz. Znajdź dobry widok na Księżyc. Obserwuj, jak cień powoli pełza po jego powierzchni.
Uran osiąga największe podejście
Podczas gdy Księżyc przyciąga dramaty, Uran przeżywa spokojny, ale znaczący moment. Obecnie siódma planeta od Słońca znajduje się w punkcie swojej orbity położonym najbliżej Ziemi. To nie zdarza się codziennie. Okrążenie Słońca zajmuje Uranowi prawie 84 lata. Jej eliptyczna orbita oznacza, że odległość między nią a nami jest bardzo zróżnicowana.
Dlaczego to jest ważne? Odległość wpływa na jasność. Gdy Uran jest najbliżej, w teleskopach wydaje się nieco jaśniejszy i większy. Jeśli masz skromny teleskop, teraz jest czas na skanowanie gwiazd. Szukasz małego, bladoniebiesko-zielonego krążka. Nie gwiazda. Dysk. Jest jednak ciemno. Bez pomocy optycznej tego nie zobaczysz. Jednak świadomość, że planeta jest fizycznie bliżej niż zwykle, dodaje kontekstu temu, na co patrzysz. Przypomina, że te odległe światy są w ciągłym ruchu.
Mars spotyka kometę 19 października
Najbardziej imponującym wizualnie wydarzeniem dla miłośników astronomii może być wydarzenie z udziałem Marsa. 19 października Czerwona Planeta pojawi się w pobliżu komety. To nie jest kolizja. Kometa przeleci blisko Marsa w naszym polu widzenia z Ziemi. To ustawienie optyczne, ale jest piękne.
Komety to lodowe ciała, które w miarę zbliżania się do Słońca uwalniają gaz i pył, tworząc widoczną komę i ogon. Kiedy kometa pojawia się w pobliżu jasnej planety, takiej jak Mars, przyciąga uwagę. Mars jest już dominującym obiektem na nocnym niebie o tej porze roku. Dodatek komety tworzy rzadką kombinację. To spektakl, który zachwyca astronomów-amatorów. Będziesz potrzebować lornetki lub teleskopu, aby zobaczyć szczegóły komety, ale zestawienie czerwonej planety i niewyraźnego śladu komety jest czymś godnym uwagi.
Dlaczego te wydarzenia są ważne
Często myślimy o astronomii jako o czymś odległym. Nie jest z nami powiązany. Te wydarzenia prowadzą nas z powrotem do mechaniki naszego Układu Słonecznego. Cień Księżyca mówi nam o Ziemi
Fomalhaut debiutuje w sezonie. Jest teraz nisko nad południowym horyzontem, co oznacza przejście w jesień. Można go zobaczyć w gwiazdozbiorze Ryby Południowej (Piscis Austrinus). Nazwa pochodzi z języka arabskiego i można ją z grubsza przetłumaczyć jako „Usta Ryby Południa”. Jest jasno. Bardzo jasny. Ta niebiesko-biała gwiazda, znajdująca się zaledwie 25 lat świetlnych od naszego Słońca, jest jednym z najlepiej widocznych obiektów na jesiennym niebie.
Obserwowanie tego wymaga cierpliwości. Na początku października tuż po zachodzie słońca spójrz na południe. Gwiazda wisi nisko. Jego światło musi przebić się przez grube warstwy atmosfery w pobliżu horyzontu. Daje to dramatyczny efekt. Powietrze zniekształca światło, powodując gwałtowne migotanie gwiazdy. Czasami miga w wybuchach koloru, gdy długości fal ulegają załamaniu. Wydaje się, że oddycha.
Dla starożytnych oczu nie zawsze była to tylko jasna kropka. W Persji był znany jako Hastorang. Była jedną z „czterech strażników nieba”. Były to pewne gwiazdy, które miały strzec czterech głównych punktów sfery niebieskiej. Aldebaran strzegł Wschodu. Regulus – Północ. Antares – Zachód. Fomalhautowi przydzielono południe. Pisał o nich filozof Zaratustra. Około 5000 lat temu Fomalhaut pomógł nawet świętować przesilenie zimowe. Utrzymywał niebo razem dla cywilizacji, które tworzyły mapy nieba, używając jedynie gołych oczu i intuicji.
Kiedy Księżyc zakrywa Saturna, a Uran wschodzi
Na niebie dzieją się także bardziej nerwowe i techniczne wydarzenia. Trudniej je zobaczyć, ale warto o nich wiedzieć.
Weźmy wydarzenia na Księżycu pod koniec października 2014 roku. Całkowite zaćmienie Księżyca nastąpi 8 października. „Bloody Moon” Niestety, jeśli jesteś w Europie, nie masz szczęścia. Cień Ziemi pada głównie na Ocean Spokojny. Aby wyraźnie zobaczyć Czerwoną Planetę, trzeba znajdować się w zachodniej części Ameryki Północnej lub wschodniej Australii i Azji. Dla wszystkich innych geometria po prostu się nie zgadza.
Potem przychodzi 25 października. Księżyc przejdzie przed Saturnem. Zaćmienie. Teoretycznie Saturn znika za dyskiem Księżyca i pojawia się ponownie po kilku minutach. W rzeczywistości? Powodzenia w próbie go dostrzec. Wydarzenie ma miejsce tuż po zachodzie słońca. Niebo jest wciąż zbyt jasne. Kontrast jest straszny. Jeśli nie masz teleskopu i niezakłóconego widoku na zachodni horyzont, prawdopodobnie pozostanie on niezauważony. Księżyc tam będzie, ale Saturn zniknie w blasku.
Poszukiwanie lodowego giganta w ciemności
Tymczasem Uran przeżywa swój moment. Dotrze do opozycji 7 października. Oznacza to, że Ziemia przechodzi bezpośrednio pomiędzy Uranem a Słońcem. Planeta jest całkowicie oświetlona. Jest także najbliżej nas. Cóż, o ile to możliwe. Wciąż dzieli nas 2 848 000 kilometrów. To bardzo daleko. Ale to jest najlepsze okno możliwości, jakie mamy.
Uran wzejdzie na wschodzie wraz z zachodem Słońca. Będzie przemierzał niebo, aż zniknie na zachodzie. Wygląda nudno. Mała zielonkawo-niebieska kropka. Prawdopodobnie nie będziesz w stanie zobaczyć tego gołym okiem, chyba że znajdziesz się w miejscu o absolutnie zerowym zanieczyszczeniu światłem. Nawet wtedy jest to ledwo zauważalne. Wymagany jest teleskop lub lornetka.
Przez obiektywy brak szczegółów jest irytujący. To tylko niebiesko-zielona kropka. Żadnych pasków jak Jowisz. Żadnych pierścieni jak Saturn. Tylko płaska, niczym nie wyróżniająca się kula lodu. Ale świadomość, że tam jest, robi różnicę. Przypomina to, jak duży jest Układ Słoneczny. Żyjemy w maleńkiej bańce wokół gwiazdy, na którą patrzymy
Sytuacja na wiosnę na komecie Bocznica: podejście krytyczne
Większość ludzi postrzega przestrzeń jako pustą. To jest błędne. Dowodzi tego zderzenie Marsa z kometą Siding Spring w październiku. 19 października C/2013 A1 przeleci obok Czerwonej Planety w niepokojąco małej odległości – zaledwie 132 000 kilometrów. Wydaje się to bezpieczną odległością, dopóki nie zorientujesz się, że halo pyłowe komety jest wystarczająco duże, aby całkowicie pochłonąć Marsa. Chmura gruzu wpłynie na marsjańską atmosferę i orbity.
Ta zbieżność jest mieczem obosiecznym dla naukowców. Daje rzadką okazję do dokładnego zbadania komety długookresowej. Sonda kosmiczna będzie mogła analizować skład komy – chmury gazu i pyłu otaczającej jądro. Ale stwarza także śmiertelne zagrożenie. Cząsteczki pyłu poruszają się z prędkością 56 kilometrów na sekundę. Przy tej prędkości nawet maleńki kawałek lodu uderza z siłą piaskarki. Elektronika nie jest zaprojektowana tak, aby wytrzymać takie uderzenia.
NASA musiała działać szybko. Inżynierowie nie mogli mieć tylko nadziei, że pył ich ominie. Zmienili orbity wrażliwych orbiterów Marsa, tak aby znajdowały się po stronie planety skierowanej w stronę przeciwną od komety. W ten sposób ze skały powstała tarcza ochronna. Pozostałym sondom nakazano wyłączyć najbardziej czułe instrumenty. Lepiej pozostać „ślepym”, niż spalić wielomilionowy instrument.
Dla mieszkańców Ziemi obraz jest inny, ale nie mniej dramatyczny. Obserwatorzy na półkuli południowej mogą już zauważyć kometę. Pojawia się jako jasny punkt w konstelacji Wężownika. Do obserwacji wystarczy lornetka lub mały teleskop. Obserwujemy rozwój historii w czasie rzeczywistym. W końcu kurz opadnie. Pytanie tylko, czy urządzenia przetrwają i będą mogły opowiedzieć historię.



























