Czym są kwazicząstki i czy naprawdę istnieją?

12

Krótka odpowiedź: kwazicząstki są prawdziwe, ale tylko wtedy, gdy odrzucimy pogląd, że cząstka musi być „samotnikiem”.

To nie są małe kule bilardowe. To nie są protony. A już na pewno nie elektrony w tradycyjnym sensie. Zamiast tego są to pobudzenia. Zmarszczki na powierzchni. Zbiorowe zachowanie materii, która zachowuje się jak pojedyncza całość. Brzmi to abstrakcyjnie, bo tak jest, dopóki nie przyjrzysz się, jak używamy tych pojęć do wyjaśnienia wszystkiego, od nadprzewodników po panele słoneczne.

Jak kwazicząstki działają w materii

Aby zrozumieć czym są kwazicząstki, musisz najpierw przełamać swoje dziecięce wyobrażenia na temat fizyki.

Uczy się nas, że cząstki są odrębnymi obiektami. Marmurowy krążek. Kula. Ziarno piasku. Potem przyszła mechanika kwantowa. W 1924 roku Louis de Broglie wykazał, że elektrony zachowują się jak fale. To wywróciło wszystko do góry nogami.

Współczesna fizyka idzie jeszcze dalej. Cząsteczki to po prostu zmarszczki w polach wypełniających wszechświat. Światło? Są to zmarszczki w polu elektromagnetycznym. Elektron? To fala na własnym polu.

Ale co się stanie, gdy te zmarszczki rozprzestrzenią się w materii?

Wyobraź sobie stadion. Tysiące ludzi siedzi w rzędach. Wstają i siadają w określonej kolejności. Przez arenę przepływa „fala”. Ona ma prędkość. Ona ma stanowisko. Przechodzi z sektora A do sektora B.

Ale gdzie jest sama fala?

To nie jest osoba. Nie jest to przedmiot fizyczny, który można podnieść. To jest wzór zachowania. Jeśli opróżnisz stadion, fala zniknie. Nie może istnieć w próżni. Ona potrzebuje tłumu.

To właśnie jest kwazicząstka.

Douglas Natelson, fizyk z Reese University, ujmuje to bez ogródek. Kwazicząstki istnieją tylko wewnątrz ośrodka. Jest to zbiorowa reakcja oddziałujących ze sobą komponentów. Elektrony i protony mogą „unosić się” w pustej przestrzeni. Kwazicząstki – nie. Są przywiązani do swojego materialnego „domu”.

Więc nie są prawdziwi? Nie. Można je wykryć. Można je zmierzyć. Można je nawet wykorzystać w technologii. Zachowują się jak cząstki, ponieważ matematyka traktuje je jak cząstki. Upraszcza to system chaotyczny do stanu obliczalnego.

Jakie kwazicząstki faktycznie istnieją?

Koncepcja została zaproponowana przez Lega Landaua w latach pięćdziesiątych XX wieku. Za to otrzymał Nagrodę Nobla. Od tego czasu naukowcy odkryli całe „zoo” takich bytów.

Oto najważniejsze, które musisz znać.

  • Phonon: To jest cząstka dźwięku. Jest to najmniejszy pakiet energii wibracyjnej w materiale. Kiedy czegoś dotykasz i czujesz wibracje, czujesz fonony.
  • Dziura elektronowa: Kiedy elektron się porusza, pozostawia po sobie pustkę. Ta pustka ma ładunek dodatni. Tę pustą przestrzeń uważamy za cząstkę zwaną „dziurą”. Porusza się w kierunku przeciwnym do elektronów. Jest realny w swoich skutkach, nawet jeśli jest to dosłownie nic.
  • Ekscyton: Wyobraź sobie elektron i dziurę sklejone ze sobą, wirujące wokół siebie. Łączy je przyciąganie elektrostatyczne. Ta kwazicząstka ma kluczowe znaczenie dla ogniw słonecznych. Przekazuje energię bez przenoszenia ładunku netto.
  • Anion: Cząstki te pojawiają się tylko w układach dwuwymiarowych. Są dziwni. Mogą przenosić ułamkowe wartości ładunku elektrycznego. Cząstki standardowe mają ładunek całkowity. Aniony nie.

Ross MacKenzie z Uniwersytetu w Queensland sugeruje, że potencjalnie może istnieć nieskończona liczba typów kwazicząstek. Istnieje nieskończona liczba stanów materii. Każdy stan prawdopodobnie ma swój własny kwazicząsteczkowy odcisk palca.

Po co nam teoria kwazicząstek?

Możesz zapytać: po co komplikować rzeczy? Dlaczego po prostu nie śledzić każdej pojedynczej cząstki atomowej?

Bo inaczej matematyka jest niemożliwa.

Natelson twierdzi, że kwazicząstki ułatwiają zarządzanie matematyką w stanie stałym. Bez nich opisanie, jak prąd przepływa przez miedziany drut lub jak działa laser, wymagałoby śledzenia miliardów indywidualnych interakcji. To byłby czysty chaos.

Dzięki kwazicząstkom traktujemy cały tłum jako jedną całość.

„Naukowcy opisują procesy zachodzące w materiale w kategoriach kwazicząstek, bo to radykalnie wszystko upraszcza.”

To nie jest tylko rachunkowość teoretyczna. To jest inżynieria. Projektując półprzewodnik, projektujesz go z myślą o dziurach i elektronach. Budując komputer kwantowy, szukasz anionów. To właśnie te kwazicząstki decydują o tym, jak materiały przewodzą ciepło, światło i energię.

Kontrola rzeczywistości

Wróćmy zatem do głównego pytania. Czy są prawdziwe?

Jeśli „rzeczywistość” oznacza „istnienie w izolacji w pustce”, to nie. Nie możesz włożyć fononu do słoika i zabrać go do domu.

Jeśli „rzeczywistość” oznacza „posiadanie mierzalnych właściwości i przestrzeganie praw fizyki”, to tak. Niewątpliwie.

MacKenzie argumentuje, że ze wszystkich praktycznych względów są one tak samo rzeczywiste jak cząstki standardowe. Można je złapać. Możesz obserwować, jak odbijają się od granic. Można je wykorzystać do zasilania urządzeń.

Granica pomiędzy „cząstką podstawową” a „zjawiskiem pojawiającym się” jest zatarta. Być może dla niektórych zbyt niewyraźne. Ale fizyka nie polega na czystych definicjach. Chodzi o modele, które się sprawdzają.

Kwazicząstki działają.

Pozwalają dostrzec ukrytą strukturę materii. Zamieniają szum w sygnał. Przekształcają chaotyczny tłum w jedną, poruszającą się falę.

To, czy uznasz to za realne, zależy od tego, co cenisz bardziej: namacalność czy zachowanie?

Niezależnie od tego fala nadal się porusza.