Wszystko zaczęło się od strategii wyjścia. Przynajmniej taki był zamysł Perry’ego Farrella w 1991 roku. Liderowi Jane’s Addiction nie zależało na stworzeniu nowej Coachelli. Po prostu potrzebował miejsca, w którym mógłby zagrać swoje ostatnie koncerty z zespołem przed jego rozpadem. Zebrał wiele zespołów, wynajął sale i nazwał to Lollapalooza.
Potem wydarzyło się coś dziwnego. Ludzie przyszli. Przychodzili dalej.
„Miejsce mieszczące się w wielu miastach”, o którym Pharrell wymarzył na swoją pożegnalną trasę koncertową, z dnia na dzień stało się fenomenem kulturowym. Projekt okazał się na tyle udany, że grupa nawet nie musiała się rozbijać. Festiwal powrócił w 1992 r., a także w 1993 r. i 1994 r. W 1997 r. Lollapalooza stała się transkontynentalną podróżą melomanów, obejmującą co roku miasta w całej Ameryce Północnej.
Ale droga okazała się wyboista. Dochody zaczęły spadać. Efekt nowości „wędrującego cyrku” już minął. W 1998 roku skończyły się pieniądze. Festiwal zniknął. Właśnie tak.
W 2003 roku podjęto krótką i chaotyczną próbę jego ożywienia. Nie powiodła się. Prawie nikt nie pamięta szczegółów, ale sprawa jest jasna: oryginalny model został zepsuty.
Potem przyszło Chicago.
W 2005 roku Lollapalooza osiedliła się w Grant Park i nigdy go nie opuściła. Z imprezy pożegnalnej dla zespołu koncertującego rozrosła się do stałego, corocznego wydarzenia. Ta zmiana była kolosalna. Ustabilizował markę. Podał fanom stałą datę w kalendarzu. Wszystko działało.
A teraz? On jest wszędzie.
Nazwa Lollapalooza stała się marką globalną. Podobno można go spotkać w USA. Ale rozwija się także w Ameryce Południowej, z przystankami w Chile, Argentynie i Brazylii. Zdobył przyczółek w Europie, organizując festiwale w Niemczech i Francji. Przepłynął nawet oceany, aby wyrobić sobie markę w Indiach.
Trudno uwierzyć, że ten ogromny międzynarodowy gigant zaczynał od jednorazowego cyklu koncertów dla zespołu zmęczonego wspólnym graniem. Farrell nie miał na celu stworzenia globalnej maszyny koncertowej. Chciał się tylko pożegnać.
Ironią jest to, że w końcu przywitał się z zupełnie nową branżą.


























