Wewnętrzny radar, o którym ludzie nie mówią

7

Myślisz, że masz pięć zmysłów.
To jest historia, którą nam opowiadano. Wbija się nam to do głów w przedszkolu razem z piosenkami.

Ale to nie cała historia.

Coraz więcej badań naukowych wskazuje na istnienie szóstego zmysłu. Reguluje twoją biologię i prawdopodobnie twój nastrój. Prawie nikt o tym nie wspomina. Jednak w utrzymaniu równowagi psychicznej może być równie ważny jak wzrok czy dotyk.

Nazywamy to interocepcją.

Słuchajmy siebie

Jest to zdolność organizmu do „słyszenia” samego siebie.
Nie brzmi to dosłownie. I surowe dane. Moje serce bije. Membrana unosi się i opada. Piekące uczucie głodu lub przypływ ciepła rozprzestrzeniającego się pod skórą. Sygnały te stale nadchodzą, pozostają niewidoczne i ignorowane, dopóki nie zaczną krzyczeć.

Psychologowie Jennifer Murphy i Freya Prentice w 2022 roku bez niepotrzebnego patosu nazwali tę umiejętność niezbędną.

Zapewnia optymalną pracę każdego układu w organizmie, ostrzegając nas o brakach równowagi.

Proste, prawda? Pragnienie oznacza picie. Gorąca pogoda oznacza zdjęcie swetra. Homeostaza.

Na razie.

Fabuła staje się bardziej skomplikowana, gdy spojrzymy na zdrowie psychiczne. Ten wewnętrzny system monitorowania potrafi więcej niż tylko koryguje temperaturę ciała. Potrafi diagnozować poczucie bezpieczeństwa w czasie rzeczywistym. Czy ten pokój jest niebezpieczny? Dlaczego moje serce bije szybciej bez powodu? Sygnały są subtelne – napięcie mięśni, głębokość oddechu, tętno – ale kształtują Twój krajobraz emocjonalny.

Zerwij to połączenie, a dom zacznie się trząść.

Lęk jest jednym z rezultatów. Mężczyzna siedzi na spotkaniu i jego serce bije mocniej. Zamiast ignorować fizyczny hałas, interpretuje go jako zagrożenie. Sygnał mówi „niebezpieczeństwo”. Umysł się zgadza. Zaczyna się spirala.

Płeć również odgrywa rolę.
W 2022 roku Murphy i Prentice przeanalizowali 93 badania i odkryli wyraźną różnicę. Kobiety często osiągały gorsze wyniki w zadaniach mierzących świadomość tętna. Naukowcy powiązali to z częstszym występowaniem lęku i depresji u kobiet po okresie dojrzewania. To mylące. To nie jest przyczyna efektu. Tylko złożona nić w strukturze tego, dlaczego czujemy się tak, jak się czujemy.

Głód i radość

Głód to nie tylko uczucie fizyczne.
Tak przynajmniej zasugerował w tym roku Nils Kromer w czasopiśmie eBioMedicine.

Badał wahania nastroju i sygnały głodu. Osoby z silną interocepcją utrzymywały stabilny nastrój pomimo dokuczającego uczucia pustki w żołądku. Ci, którzy nie potrafili wyraźnie odczytać tego sygnału, doświadczyli ostrych wahań emocjonalnych.

Nie mogli obejść się bez uczucia głodu. Po prostu utrzymali poziom na stałym poziomie.

To jest bufor. Przewód uziemiający.

Duch w maszynie

Najbardziej przerażające dowody pochodzą z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles (UCLA).
W szczególności od naukowców badających jadłowstręt psychiczny.

Zwykle zakłada się, że jest to kwestia siły woli. Że ci pacjenci wolą ignorować swoje ciało. Dane mówią o czymś chłodniejszym.
Ich układ nerwowy nie słyszy sygnału.

Aby to sprawdzić, naukowcy wykorzystali wibrującą tabletkę do połknięcia. Jelita zostały bezpośrednio pobudzone. Pacjenci z anoreksją nadal mieli trudności z odczuwaniem tego uczucia, nawet po odzyskaniu wagi.

Zahir Khalsa, neurolog odpowiedzialny za to badanie, wyraził się bardzo jasno.

Nie tylko ignorują sygnały. Układ nerwowy przetwarza je inaczej. Są trudniejsze do wykrycia. I trudniej zaufać.

Dlatego objawy pozostają. Nie z uporu. I z powodu zepsutego sprzętu.

To może nie istnieć

Potem przyszła reakcja.

W 2024 roku w czasopiśmie Frontiers in Psychology ukazał się prowokacyjny artykuł. Felix Schöller i jego zespół z MIT kłamali dla efektu.
„Nie ma czegoś takiego jak interocepcja”.

Nagłówek to oczywiście clickbait. Ale argument utknął.

Rzecz w tym, że łączymy wszystko w jedną całość. Trawienie. Balansować. Temperatura. Propriocepcja. Jest za szeroki. Zbyt uproszczone. Podpisujemy jedną naklejką konstelację różnych mechanizmów.

Barry Smith z University College London zgadza się z tym argumentem, doprowadzając go do końca.
Nie mamy pięciu zmysłów. I nie sześć.
Jesteśmy do 33.

Granice są zamazane.

Wiemy na pewno, że mapa ludzkiej percepcji jest niekompletna. Nie doceniamy tego, co możemy poczuć. Te nienazwane lub słabo nazwane uczucia rządzą przedstawieniem, wpływając na zdrowie i umysł w sposób, który dopiero zaczynamy szkicować.

Murphy i Prentice dostrzegają korzyści w chaosie. Lepsze zrozumienie tych sygnałów może prowadzić do skuteczniejszych terapii.

Być może diagnoza nie była błędna. Tylko definicja była błędna.